Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Belgia: Te zawody są zdominowane przez kobiety
Belgia: 1,2 tys. rolników złożyło wniosek o usunięcie dachu z azbestem
Belgia: Trwa konflikt w sprawie starcia policjantów i strażaków
Belgia: Pracownicy organizacji non-profit zapowiadają strajk 22 maja
Król Maroka ułaskawił mężczyznę podejrzanego o 6 morderstw w Belgii!
Niemcy: Produkcja krajowych szparagów się kurczy!
Belgia: W maju do Brukseli powróci festiwal sztuki!
Słowo dnia: April
PRACA W BELGII: Szukasz pracy? Znajdziesz na www.NIEDZIELA.BE (niedziela 6 kwietnia 2025, www.PRACA.BE)
Flandria: Tylko 25% studentów kończy studia licencjackie w ciągu 3 lat!
Agnieszka Steur

Agnieszka Steur

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Sezon ogórkowy (cz.61)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

 

Sezon ogórkowy

Proszę się nie martwić, nie mam kłopotów ze znalezieniem tematu do naszego kolejnego spotkania przy porannej kawie. Szczerze przyznam, że już dawno nie miałam tych pomysłów aż tak wiele. Jednak z jakiegoś przewrotnego powodu chciałabym dziś napisać o sytuacji, gdy dziennikarzowi bardzo trudno jest znaleźć temat do nowego artykułu. Czasem głowa jest pusta a czasem po prostu nie można znaleźć wokół siebie żadnych inspiracji, ponieważ kompletnie nic się nie dzieje. Choć jestem przekonana, że tak naprawdę wokół nas zawsze dzieje się coś interesującego, coś, o czym warto skreślić kilka słów.

Taki czas bez tematów, bez inspiracji zwany jest sezonem ogórkowym. Pojęcie to znane jest również w języku niderlandzki, tutaj mówi się na niego komkommertijd. Coś w tych ogórkach musi być, ponieważ również tak o czasie, w którym właściwie nic się nie dzieje, mówią osoby angielskojęzyczne cucumber-time a także te posługujące się na co dzień językiem niemieckim Sauregurkenzeit.

To lato zazwyczaj nazywane jest sezonem ogórkowym, a będąc całkiem precyzyjną - wakacje. Mówiąc, że nic się nie dzieje, ma się zazwyczaj na myśli kilka faktów. Po pierwsze polityka. Właśnie teraz wszystko zwalnia, politycy wyjeżdżają na wakacje i na arenie dzieje się znacznie mniej. Również świat kultury zamiera, przecież w czasie wakacji nieczynne są teatry i inne instytucje odpowiadające za kulturalną rozrywkę. Poza tym również w sporcie czas wakacji to przerwa międzysezonowa. Oczywiście mowa tu o zwykłym roku, nie takim, w którym już od dawna nic się nie dzieje z powodu pandemii. Mam na myśli kulturę i sport, bo w polityce dzieje się czasem aż za wiele.

W telewizji również nastał sezon ogórkowy, zgodzi się ze mną każdy miłośnik seriali. Nic nowego się nie dzieje. Serialowe sezony zakończyły się przed wakacjami a kolejne rozpoczną się dopiero jesienią. Teraz wyświetlane są same powtórki.

Z powiedzeniami już tak jest, że człowiek ich używa, ale nie często zastanawia się, skąd one pochodzą. No, bo dlaczego o czasie, gdy nic się nie dzieje w polityce, kulturze i sporcie mówi się, że jest to sezon ogórkowy? Dlaczego nie nazwano tego dla przykładu sezonem pomidorowym? Okazuje się, że czas, gdy dziennikarze mają problemy ze znalezieniem inspiracji do swoich tekstów, to również czas zbiorów świeżych ogórków. Ktoś, dokładnie nie wiadomo kto, kiedyś połączył te dwa fakty ze sobą i zbiorowi tych warzyw, dodał jeszcze jedno znaczenia. Zaraz, ale przecież z naukowego punktu widzenia, ogórek jest owocem… odbiegam od tematu! O tym może napiszę innym razem.

Często w okresie ogórkowym, pisze się o sprawach na pierwszy rzut oka mniej istotnych. Zazwyczaj są to jakieś nietypowe osiągnięcia, czasem pojawienie się na danym terenie zwierzęcia, którego wcześniej tam nie widziano, lub niektórzy rozpisują się o zjawiskach nadprzyrodzonych. W gazetach pojawiają się artykuły o potworach lub statkach kosmicznych widzianych akurat, jak przelatywały nad pobliskim lasem. Kiedyś w tym czasie bardzo dużo uwagi w prasie poświęcało się również zbiorom i pewnie również z tej przyczyny czas ten otrzymał właśnie taką a nie inną nazwę.

Ten czas ma jednak mnóstwo pozytywnych stron. Musimy przecież w końcu odpocząć od natłoku wieści ze świata, posłuchać wiadomości, które nie przyprawiają o zawrót głowy. Ponadto zbliża się również czas kiszenia ogórków. Może w nadchodzącym tygodniu wybiorę się do polskiego sklepu i sprawdzę, czy już je mają. Mam ochotę zakisić słoik albo dwa.

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


02.08.2020 Niedziela.BE // fot. Shutterstock, Inc.

(as)

 

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Unfollow - co to znaczy? (cz.58)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

 

Unfollow - co to znaczy?

Kilka dni temu ktoś mnie zapytał, jak radzić sobie z toksycznymi osobami. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie i szczerze pisząc bardzo długo sama nie radziłam sobie w tym temacie za dobrze. Chyba mądrość przychodzi z wiekiem… a może to zmęczenie? Nie wiem, w każdym razie jedyną metodą, którą ja stosuję, to unikanie takich osób. Niestety bardzo często długo nie dostrzegamy, że osoba, która jest blisko nas, jest toksyczna. Wydaje nam się, że to charakter i akceptujemy nieprzyjemne zachowania, ponieważ tak właśnie zbudowany jest świat.

Pierwszym istotnym krokiem jest zdanie sobie sprawy, że jeśli przez kogoś czujemy się źle, to coś nie jest w porządku. Takich ludzi najlepiej unikać. Oczywiście metoda ta jest niezwykle trudna do zastosowania, jeśli taka osoba jest kimś nam bardzo bliskim. Wtedy unikanie jest bardzo utrudnione, ale nie niemożliwe. Być może nie da się kogoś takiego całkowicie usunąć ze swojego życia, ale może da się radę zminimalizować kontakty.

Dlaczego o tym piszę?

Dzisiejszy dzień dla wielu z nas jest bardzo istotny. Dziś podczas głosowania na prezydenta RP dosłownie decyduje się przyszłość naszych bliskich, którzy mieszkają w Polsce. Od dziś, albo nic się nie zmieni, albo pojawi się światełko w tunelu, że jednak może być lepiej. Nie, nie będę o tym pisać, chciałabym wspomnieć tylko o sytuacji, która zaistniała w ostatnich tygodniach. Pewnie większość Czytelników się ze mną zgodzi, że w ostatnim czasie jesteśmy bombardowani wiadomościami, czasem bardzo nachalnymi, od osób, które nie tyle chcą nas przekonać do swoich politycznych poglądów a udowodnić, że te nasze są beznadziejne, aby nie powiedzieć głupie. Na portalach społecznościowych pojawiają się wiadomości od prześmiewczych do bardzo obraźliwych. Tego typu wiadomości a co za tym idzie osoby, które je wysyłają, są bardzo toksyczne. To nam do niczego w naszym codziennym życiu nie jest potrzebne.

Nienawiść w ubiegłym tygodniu osiągnęła w moim mniemaniu apogeum. Postanowiłam nie wdawać się w dyskusję, ale musiałam coś dla siebie zrobić. Wtedy nacisnęłam przycisk unfollow. Co to znaczy? To - przestań śledzić lub wyrzuć ze znajomych. Nie chcę wdawać się w dyskusje, które donikąd ni prowadzą, ponieważ głęboko wierzę w to, że każdy ma prawdo do posiadania własnego zdania. Nie mniej jednak ważne jest dla mnie moje prawo wyboru tego, co czytam i kto ma wpływ na to, jak ja się czuję. A niestety odkryłam, że przez pojawiające się w sieci informacje, zaczęłam czuć się dość podle.

Nie tylko osoby, które spotykamy w życiu codziennym mogą być toksyczne, również te, które widzimy za pomocą portali społecznościowych. Jak można się o tym przekonać? Bardzo proste, jeśli po przeczytaniu czyjegoś postu, czujemy się źle, niekomfortowo, oznacza, że coś jest nie tak. Nie muszę się na to godzić, nie chcę, – dlatego wciskam unfollow – przestań śledzi. Czuję się lepiej. Gdy pierwszy raz to robiłam, ręka mi drżała. Czułam, jakbym robiła coś złego. Błąd!

Jedną z zasad walki z toksycznymi osobami jest zaprzestanie udawania, że wszystko jest OK. Tłumaczenia, że właśnie tak powinno być, ponieważ… tak zbudowany jest świat. To my budujemy świat. Ja tworzę mój i za niego odpowiadam. Zdecydowanie wybieram siebie. Takie moje prywatne, ale bardzo ważne wybory.

A czego teraz bardzo chciałabym się nauczyć? Bardzo wyraźnego wyznaczania granic. Jest to niezwykle istotne w sytuacjach, gdy nie można całkiem unfollow toksycznych osób w naszym życiu, ale o tym napiszę może innym razem.

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


12.07.2020 Niedziela.BE

(as)

 

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Nie zapomnę tych twarzy (cz.57)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

 

Nie zapomnę tych twarzy

Bardzo staram się nie narzekać, na to, że moje dzieci nie mogą żyć bez swoich telefonów. Nie mogę przecież wypominać im czegoś, co sama robię. A prawda jest taka, że nie wyobrażam sobie życia bez tego urządzenia. Oczywiście nie mam na myśli telefonu, jako urządzenia do telefonowania. Ten przedmiot już dawno przestał służyć tylko do tego. Tak naprawdę, jeśli chodzi o używanie go do dzwonienia, robię to sporadycznie, ale w ręce mam go bardzo często. Telefon współcześnie służy właściwie do wszystkiego. Narzekać nie mogę, ale rozmawiam z dziećmi o tym, co oglądają i jak często. Rozmawiamy do czego służy współcześnie to urządzenie. A służy, jak już wspomniałam, prawie do wszystkiego. Ja również za pomocą niego robię bardzo wiele. Od zakupów, przez płacenie rachunków, kontakty ze znajomymi i rodziną, po czytanie różnego rodzaju wiadomości prasowych. A to tylko początek. Lubię również zaglądać na portale społecznościowe. Nie przepadam za Facebookiem, ale bardzo lubię Instagram i Twitter. Sama raczej mało postuję, ale śledzę innych. Na Instagramie oglądam zdjęcia i zaglądam ludziom w życie, choć wiem, że życie tak nie wygląda. Najczęściej to co widzę, to bardzo ładna fasada, ale miło jest popatrzeć. To bardziej relaks i przyjemność. Twitter to natomiast źródło informacji. Oczywiście to trochę jak układanie puzzli. Pojawiają się urywki a ja składam je w całość a do wszystkiego dokładam jeszcze sporą dawkę sceptycyzmu. Niestety żyjemy w czasach, w których fakty i prawda w podawanych informacjach nie odgrywają głównej roli.

Śledzę dziennikarzy, niektórych polityków i osoby całkiem mi obce, których twitty z jakichś powodów mi się spodobały i chciałam poznać więcej. Dlaczego o tym wspominam? Właśnie siadając do naszej porannej kawy, zerknęłam, co się dzieje na tym portalu. I znów zobaczyłam jedną z tak wielu twarzy.

Jakiś czas temu, ktoś udostępnił wiadomość, że angielskojęzyczne konto Muzeum w Oświęcimiu śledzone jest przez mnóstwo osób, a to po polsku tylko przez kilka. Postanowiłam dołączyć do tej polskojęzycznej grupy. Muszę się przyznać, że poważnie rozważam zaprzestanie.

Konto jest poważne, niezwykłe i prowadzone przez profesjonalistów, ale za każdym razem, gdy widzę udostępniane wiadomości, jest mi tak ciężko na sercu. Na koncie codziennie pojawia się wiele twittów o osobach, które danego dnia mają urodziny… to znaczy miały urodziny. Codziennie widzę twarze kobiet, mężczyzn, dzieci… Nikogo z nich już nie ma. Żadna z tych osób nie przeżyła wielu dni po zrobieniu zdjęć.

W postach pojawiają się dwa rodzaje zdjęć. Część to te zrobione w obozie a inne pochodzą z prywatnych zbiorów ofiar. Każde jest straszne. Na jednych widzę przerażone twarze, pasiaki, krótkie włosy. To ucieleśnienie bólu, strachu i bezsilności. Każde z nich jest powodem do wstydu dla ludzkości, że do tego dopuszczono.

Zdjęcia z prywatnych zbiorów są równie straszne. Widać na nich roześmiane twarze, ale wiem, że ich życie nie miało już długo trwać. Bardzo szybko radość ulotniła się już na zawsze. Teraz już znam ich przyszłość. Ponieważ przy każdym ze zdjęć pojawia się informacja, kim była ta osoba, kiedy i gdzie się urodziła i kiedy została zamordowana w obozie.

Tych osób jest tak wiele. Każda z nich miała twarz, przeszłość, swój język, swojego boga i żadna z nich nie miała przyszłości. Każda z nich marzyła, miała plany… To tak przytłaczające. Znaleźli się tam tylko dlatego, bo ktoś stwierdził, że nie są ludźmi. Że są mniej wartościowi od tych innych… że nie mają wartości.

W książce „Do piekła i z powrotem: Europa 1914-1949” przeczytałam, że gdy podczas przemówienia w 1932 roku Hitler powiedział z dumą „jesteśmy nietolerancyjni” 40 000 tłum bił mu brawo. Nietolerancja stała się cnotą.

A może każdy powinien śledzić to konto? Aby twarze wszystkich tych ludzi, którzy odeszli w tak straszny sposób przypominały, że każda z nich była dokładnie taka, jak nasze twarze, niczym twarze naszych bliskich, sąsiadów, kolegów z pracy. Przecież to wcale nie jest fikcja, to są fakty, to właśnie jest prawda. Tutaj niczego nie trzeba układać. Od tamtych dni minęło wiele lat, ale dziś nadal tak często słyszy się, że jakiś człowiek człowiekiem nie jest, ponieważ… i tu następuje wyjaśnienie.

Być może każdy z nas powinien śledzić to konto. Patrzeć w oczy tym wszystkim ludziom. Kiedyś (wcale nie tak dawno temu) to od nich robiono wolne strefy.

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


05.07.2020 Niedziela.BE // fot. Shutterstock, Inc.

(as)

 

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Co przyniesie jutro? (cz.56)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

 

Co przyniesie jutro?

W ostatnim czasie ze szczególną uwagą śledzę to, co dzieje się w Polsce. Prawdopodobnie większość Polaków mieszkających poza granicami ojczyzny to robi. Dziś z lekkim niepokojem piję naszą poranną kawę i zastanawiam się, co będzie? Co przyniosą kolejne dni? Być może coś się jednak zmieni. Być może beznadziejna sytuacja, wcale taka beznadziejna nie jest. Przecież jest szansa. Po raz pierwszy do kilku lat dostrzec można światełko w tunelu. Ale, czy faktycznie?

Trochę się martwię. Gdy zaczynam z tym przesadzać, przypominają mi się słowa piosenki australijskiego artysty Baza Luhrmanna pod tytułem „Everybody's Free”, która jest niczym lista dobrych rad.

„Nie martw się o przyszłość…
albo martw się, ponieważ martwienie się przynosi te same efekty, co próbowanie rozwiązania zadania z algebry za pomocą żucia gumy”. Czyli jest równie pozbawione sensu.

Staram się nie martwić, jednak nie zawsze jest to łatwe. Dzisiaj w Polsce odbywają się wybory. Wybieramy prezydenta. Każde takie wydarzenie jest bardzo ważne, ale już dawno nie było tak istotne, jak to dzisiejsze. Wybory to chwila, gdy decyduje się zgodnie z sercem i rozumem. To akt dokonywany tylko w obecności własnego sumienia. Nikt przecież nie wie, przy którym nazwisku postawimy krzyżyk. A postawienie go będzie miało wpływ na życie nasze i naszych najbliższych.

Czyż świat nie wyglądałby piękniej, gdyby można oddawać głos bez tego straszliwego hałasu? Bez tego obrzucania się błotem w Internecie, telewizji i w życiu. Jak bardzo ludzie siebie obrażali w ciągu ostatnich tygodni, jak udowadniali, że tylko ich wybór jest jedyny i właściwy! Nigdy nie ma jedynego właściwego wyboru, jeśli dokonuje go tak wiele osób. Każdy przecież postępuje w zgodzie z własnym sumieniem, lub przynajmniej tak powinien robić. Różnimy się i to właśnie jest piękne.

Obecnie rządzącym Polską można zarzucić wiele (bardzo wiele), jednak to, co wydaje się najgorsze to to, że nas podzielili. Zamiast jednoczyć, podzielili Polaków. A przecież dziś wybieramy przyszłość dla nas wszystkich. Czy nie lepiej byłoby wspólnie troszczyć się o to, co mamy? Przemawia przeze mnie naiwność? Pewnie tak.

Przypomniało mi się, jak byłam nastolatką i na drzwiach szafy w moim pokoju, nakleiłam dużą kartkę z bloku technicznego, na której wykaligrafowałam fragment „Dezyderaty”. Nie wiem, dlaczego akurat teraz o tym myślę, ale wydaje mi się, że dziś te słowa stają się jeszcze istotniejsze niż kiedyś.
„Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.”

„O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.”

Jak wiele zależy od tego, co zdecydują moi rodacy, co zadecydujemy my wszyscy! Być może od jutra będzie można mieć znów nadzieję, że podstawowe zasady demokracji zaczną znów być szanowane a może to będzie koniec? Być może od jutra ludzie poczują, że jest szansa, by zachodzące zmiany wreszcie były dobre? By iść do przodu a nie nadal się cofać? Może pojawi się nadzieja na to, by być razem a nie tak boleśnie oddzielnie? Nie wiem.
Zobaczymy!

„Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,
czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.”

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


28.06.2020 Niedziela.BE // fot. Shutterstock, Inc.

(as)

 

Subscribe to this RSS feed