Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Flandria: Tylko 25% studentów kończy studia licencjackie w ciągu 3 lat!
Belgia, praca: Średnio prawie 50 euro na godzinę!
Polska: To strzał w kolano? To zrobi Trzaskowski, jeśli wygra wybory
Belgia: Tylko 4 na 10 pracowników wykorzystuje dni szkoleniowe
Belgia, praca: 322 tys. bezrobotnych. To dużo?
Belgia, Bruksela: Liczba wtargnięć na tory metra coraz wyższa!
Belgia: Najwyższe od lat ceny wołowiny!
Niemcy: Coraz więcej przestępstw seksualnych popełnianych przez młodych
Belgia: Zlecał ataki z więzienia. Spędzi tam dodatkowych 7 lat
Słowo dnia: Koeien
Agnieszka Steur

Agnieszka Steur

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Inne spojrzenie na świat (cz.51)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Inne spojrzenie na świat

Za każdym razem, gdy wychodzę na spacer, skręcam przed domem w prawą stronę, idę ulicą, przechodzę przez niewielki parking, na którym parkują samochody nasi sąsiedzi i wchodzę do pobliskiego parku. To ogromny zielony teren, który jest bardzo malowniczy. Bawią się tam dzieci, wyprowadza się psy, a osoby, w każdym wieku uprawiają przeróżne dyscypliny sportu. Zawsze coś się dzieje. Gdy wchodzę na główną ścieżkę, za każdym razem skręcam w lewo, idę do samego końca parku, wychodzę na chodnik i idę w kierunku domu. Nie wiem, z jakiego powodu wybrałam kiedyś tę trasę, ale tak się stało i tak już pozostało. Bardzo lubię chodzić tymi dróżkami i uliczkami, znam tam prawie każde drzewo, zakręt, zbiornik wodny. Wszystko jest takie znajome.

Ostatnio jednak przytrafiło mi się coś dziwnego. Na spacerze skręciłam w inną ścieżkę i wyszłam z parku z drugiej strony. Nie pozostało mi nic innego, jak go obejść. Doszłam do „mojego wyjścia” i zamiast iść dalej już znajomą trasą z powrotem weszłam do parku.
Szłam dokładnie tą samą drogą, którą chodzę zazwyczaj, tyle że w innym kierunku - szłam od tyłu. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że wszystko, co było takie znane, wygląda całkiem inaczej. Każde drzewna, każda ścieżka wydawała mi się inna, woda układała się w nowe wzory, mimo że przechodziłam tamtędy niezliczoną ilość razy.

Gdy tak szłam znajomą ścieżką i przyglądałam się całkiem od nowa temu, co znam, przypomniał mi się fragment jednej z najukochańszych książek mojej córki „Stowarzyszenia umarłych poetów” autorstwa Toma Schulmana:

„Nagle Keating wskoczył na swoje biurko i powiódł okiem po klasie.
- Dlaczego tu stanąłem? - zapytał.
- Żeby być wyższym? - zasugerował Charlie.
- Stanąłem tu, by przypomnieć samemu sobie, iż ciągle powinniśmy zmuszać się do innego patrzenia na świat. Stąd wszystko wygląda inaczej. Zapewniam was. Jeśli nie wierzycie, stańcie tu sami.”

Z pewnością coś takiego właśnie miał na myśli Keating. Idąc przez park poczułam, jak bardzo przyzwyczaiłam się do tej jednej, mojej perspektywy. Na szczęście ta wyprawa pokazała mi, że niewiele wysiłku kosztuje spojrzenie ma świat z całkiem innej. Można wejść na biurko, lub wyjść na spacer „od końca”. Wyzbyć się, choć na chwilę przekonania, że istnieje tylko jedna perspektywa.

Pewnie właśnie dlatego nie rozumiemy siebie wzajemnie. Jak często wydaje nam się, że inne osoby idą taką samą ścieżką, jaką my podążamy, wchodzą do parku w tym samym miejscu, idą z tej samej strony i widzą dokładnie to samo, co i my dostrzegamy? Wydaje nam się, że inni również patrzą na te same drzewa w ten sam sposób. Dlatego pewność, że coś jest nam bardzo znane jest bardzo niepewna. To zrozumiałe, że czasem boimy się, że nowa perspektywa zachwieje wszystkim, w co wierzymy, że jest właśnie takie. Ale warto spróbować.

„- Jeśli jesteście czegoś bardzo pewni - powiedział, kiedy przed biurkiem czekało na swoją kolej dwóch ostatnich uczniów - to spróbujcie pomyśleć o tym z innego punktu widzenia, nawet jeśli wiecie, że to śmieszne albo głupie. Kiedy czytacie książkę, nie bierzcie pod uwagę tylko tego, co mówi autor, weźcie pod uwagę również to, co myślicie wy. Musicie starać się odnaleźć swój własny głos, chłopcy. Im dłużej będziecie zwlekać z rozpoczęciem tych poszukiwań, tym mniej możecie liczyć na to, że będą uwieńczone sukcesem.”

Nie znaczy to, że zrezygnowałam z mojej trasy. Nadal nią podążam, ale od czasu do czasu, gdy wydaje mi się już zbyt znana, zbyt oczywista, skręcam w inną ścieżkę i poznaję okolice od nowa, z całkiem innej perspektywy.

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


24.05.2020 Niedziela.BE

(as)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Latka lecą (cz.50)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Latka lecą

Wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny. Jak w przypadku większości osób obchodzących wszelakie uroczystości podczas kwarantanny również ja nie zaproszę gości. Co oczywiście nie oznacza, że nie zaplanuję miłego dnia dla najbliższych i dla siebie. To przecież mój dzień. Jak co roku, przez krótką chwilę zamyślę się nad przemijaniem. Tylko z każdym rokiem, niczym w wierszu Szymborskiej tych myśli jest więcej: „Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata: moreny, mureny i morza, i zorze, i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech - jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?”.

Po raz kolejny odkrywam, jak względnym jest pojęcie wieku i jak wiele zależy tak naprawdę ode mnie a nie od tego, co usiłuje mi wmówić kalendarz – zarówno pozytywnie jak i negatywnie patrząc na mijające daty.

Mija kolejny rok i muszę przyznać, że zazwyczaj upływające lata raczej mi nie doskwierają, nawet, gdy przekracza się granice kolejnych dekad. Na razie nie poddaję się i wciąż chcę poznawać nowe światy. „Te chaszcze i paszcze, i leszcze, i deszcze, bodziszki, modliszki - gdzie ja to pomieszczę?”

W ramach poznania nowych światów i zakazu wychodzenia z domu, kupiłam hula hop i właśnie uczę się go używać. A to dopiero początek, być może nawet nauczę się jeździć na hulajnodze – oczywiście już nie w domu. Wyjęłam także farby i może zostanę artystą… kto wie? Na takie przyjemności nigdy nie jest się za starym. Warto poznawać nowe rzeczy, stawiać sobie poprzeczkę nieco wyżej.

Z tego typu stwierdzeniami, które pojawiły się wyżej zazwyczaj bywa tak, że są nieco niestabilne i niespodziewane wydarzenie może nimi delikatnie (lub mocno) zachwiać. Mogłam się o tym przekonać kilka dni temu. Właśnie wtedy kilka zmysłów uświadomiło mi, że czas nie stoi w miejscu. I nie, nie mam tu na myśli strzykającego bólu w plecach. Przełączając programy w telewizji zapędziłam się w rejony, w których zazwyczaj nie bywam. Pewnie większość z Państwa ma niezliczoną ilość programów w telewizorze, ale ogląda tylko kilka. W każdym razie tak jest u mnie. Ostatnio zresztą coraz rzadziej załączam to urządzenie. Współcześnie telewizor oferuje kilkaset programów, z czego wiele w bardzo egzotycznych językach. Poza tym sport i bajki, które nie bardzo mnie interesują. Z tego powodu nigdy nie zapuszczałam się aż tak daleko. Okazało się jednak, że w okolicy 600 numeru zaczynają się programy muzyczne. To ciekawe odkrycia.

I (o zgrozo!) tutaj już nie można ukryć, że człowiek się starzeje. Obejrzałam dwa klipy popularnych współcześnie artystów i musiałam się ugryźć w język, by nie wypowiedzieć TYCH słów: za moich czasów… Nie dałam rady obejrzeć więcej niż dwóch teledysków – straszliwości! Przełączyłam na kolejny kanał a tam w lewym dolnym rogu ukazał się symbol ClasicTV a na ekranie wyginała ciało Sandra w rytm piosenki „(I'll Never Be) Maria Magdalena”. Nagle przeniosłam się w czasie, znów miałam zaledwie kilkanaście lat i przemijające daty nagle stały się bardzo realne. Na ekranie zaczęli pojawiać się artyści z tamtych czasów. Po chwili rozpoczął się program pod nazwą „zapach lat 90”. To było bardzo ważne 10 lat w moim życiu a muzyka w tym czasie bardzo się zmieniała. Kiedy to było? Matematyka okazała się bezlitosna.

Czasem takie właśnie chwile przypominają, że czas jednak umyka, zatrzymać go się nie da, popychać nie ma sensu, jedyne co warto robić, to go maksymalnie wykorzystać.

A jeśli mowa o mijającym czasie, chciałabym na chwilę zatrzymać się i wspomnieć, że dziś również my wspólnie obchodzimy rocznicę. Mija właśnie 50 tygodni od chwili, gdy po raz pierwszy na portalu Niedziela.be ukazał się mój pierwszy tekst z serii „Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie”. Bardzo dziękuję za nasze wspólne spotkania i chwile, które zostały mi poświęcone. Mam nadzieję, na jeszcze wiele spotkań. Udanej niedzieli.

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


17.05.2020 Niedziela.be

(as)

 

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Nasz wspólny przedziwny dzień świstaka (cz. 48)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

 

Nasz wspólny przedziwny dzień świstaka

Ktoś ostatnio nazwał nasze życie w czasie kwarantanny „dniem świstaka”. Idiom ten pochodzi z amerykańskiego filmu z roku 1993, pod tym właśnie tytułem. W filmie główny bohater z niewyjaśnionego do końca powodu wpada w pętle czasu. Oznacz to, że przeżywa ten sam dzień wciąż i wciąż od nowa. Co gorsza, jest to dzień, nazwany przez bohatera, najgorszym w jego życiu. Filmów, w których element powtarzalności tego samego dnia jest motywem przewodnim powstało już wiele, ale nazwa pochodzi od tego, w którym główną rolę zagrał Bill Murray.

Określając nasze życie dniem świstaka, oczywiście nie mamy na myśli tego, że wpadliśmy w pętle czasu, ale że nasze dni są do siebie bardzo podobne.

Wyglądają tak, jakbyśmy właśnie przeżywali ten sam dzień wciąż i wciąż od nowa.

Z pewnością rutyna jest częścią życia wielu z nas, ale podczas kwarantanny powtarzalność, do której w pewnym sensie zostaliśmy zmuszeniu, odczuwamy wyraźniej. Dni są do siebie przecież bardzo podobne a ich urozmaicenie zależne jest tylko od naszej wyobraźni. Czasem bardzo trudno powiedzieć, czy coś wydarzyło się we wtorek, czy może w czwartek. Zresztą ten podział na dni tygodnia też nie zawsze ma znaczenie.

Ponadto podobnie jak bohater filmu, nie wiemy, kiedy ta sytuacja się zakończy. Dlatego porównanie naszego życia w obecnej sytuacji do „przygód” bohatera „Dnia Świstaka” wydaje się być bardzo trafne.

Postać grana przez Billa Murraya przechodziła różne stadia podczas zamknięcia w pętli czasu. Na początku starał się on wszystkim udowodnić to, że budzi się codziennie tego samego dnia. Nawet, jeśli mu się to udało, kolejnego dnia już nikt tego nie pamiętał, ponieważ dzień zaczynał się od nowa.

Później się załamał, poddał sytuacji i nic nie robił. W końcu jednak podjął wyzwanie, chciał się zmienić i stać lepszym człowiekiem.

A zatem może właśnie pod tym względem odpowiednim jest nazwanie naszego stanu dniem świstaka, może należy się skoncentrować na tym ostatnim etapie i by lepszym, niż było się wczoraj? Być może ta powtarzalność nie ma aż tak wielkiego znaczenia?

Zastanawiam się, co jest najtrudniejsze w mijających dniach. Z pewnością każdy może udzielić innej odpowiedzi na to pytanie. Czasem wydaje mi się, że wcale nie to poczucie powtarzalności a ograniczenie naszej wolności. To, że podobnie jak bohater czujemy, że nie mamy wpływu na to, co się dzieje.

Choć wcale tak nie jest. Przecież mamy wpływ na to, jak się w tej sytuacji zachowamy.

Co chyba równie ważne, mimo, że możemy odnieść wrażenie, że to dzień świstaka, tych dni nie będzie bez końca. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego, to prawda, ale żaden z nich się już nie powtórzy.

Przecież wszystko mija. Stwierdzenie to nie jest żadnym odkryciem. Od kilku tygodni z nieba nie spadła kropla wody. Trawa w moim ogrodzie zaczęła już poważnie tracić zieleń. W poniedziałek nadal pogoda dopisywała a ja siedząc w ogrodzie myślałam, jak bardzo nie chce mi się po raz kolejny podlewać roślin. Sprawdziłam aplikację z prognozą pogody i okazało się, że nie muszę. We wtorek zaczął padać deszcz. Nie musiałam nawet używać wyobraźni, by usłyszeć, z jaką ulgą odetchnęła wysuszona ziemia. Ten deszcz był bardzo potrzebny. Zaglądając na tę samą aplikację przekonałam się, że jeszcze kilka dni nie będzie ładnej pogody, ale to nic. Powiadają, że po deszczu nadchodzi słońce, ciekawe, czy istnieje powiedzenie, że po suszy nadchodzi deszcz?

Wszystko przemija, również ten nasz przedziwny dzień świstaka w końcu się skończy.

 

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


03.05.2020 Niedziela.BE

(as)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Koronne porządki (cz.47)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Koronne porządki

Sytuacja, w której się znaleźliśmy ma mnóstwo złych stron. Jedną z tych nieco pozytywniejszych jest ta, że zabrałam się w domu za prace, które czekały na mnie od bardzo dawna. Nie były dla mnie priorytetem i odkładałam je czasem nawet z miesiąca na miesiąc… a niekiedy i z roku na rok.

Wiem, że jeszcze jakiś czas przyjedzie nam pozostać w domach, więc pewnie nadrobię wszystkie zaległości.

Organizacja zakamarków, do których się nie zaglądało od wieków, trwa więc nadal. W ubiegłym tygodniu postanowiliśmy posprzątać strych. To miejsce, którego z zasady prawie nigdy się nie sprząta. Muszę przyznać, że była to okropna robota. Przekleństw w kilu językach padło wiele, głównie były to wznoszone do nieba pytania: „po co to tu schowaliśmy, zamiast wyrzucić na śmietnik?”, ale w końcu udało nam się w dużej mierze ogarnąć ten chaos.

Na strychu znalazłam całą skrzynię starych płyt DVD z bajkami, które w przeszłości oglądały nasze dzieci. Płyt zawsze mieliśmy bardzo dużo, ponieważ ze względu na to, że dwujęzyczność moich dzieci była dla mnie istotna, wszystkie, albo prawie wszystkie bajki mieli zarówno w języku niderlandzkim, jak i polskim. Pamiętam, jak w czasach, gdy dzieci były małe porównywaliśmy różne tłumaczenia, wtedy tylko między dwoma językami, dziś już możemy komentować je w odniesieniu do angielskojęzycznego oryginału. Uwielbialiśmy i nadal bardzo lubimy szukać lokalnych odniesień w tłumaczeniach. Jednym z najlepszych przykładów takiej pracy translatorskiej pozostanie dla odpowiedź na pytanie Osła w pierwszej części „Shreka” -

„Wiesz, co jeszcze wszyscy lubią?”. Osiołek w języku angielskim wyjaśnia, że to „Parfaits are delicious!”, po niderlandzku, że „Spekkoek is lekker!” a po polsku, że „Kremówki są pycha!”. Wszyscy lubią te słodkości… wszyscy, ale w miejscach, w których mówi się w danym języku. Cudowne!

Wracając do tematu. Mój osiemnastoletni syn znaleziskiem nie był zainteresowany, ale szesnastoletnia córka zgłosiła się na ochotnika do sprzątania płyt. Zasiadłyśmy więc do skrzyni i zaczęłyśmy przeglądać jej zawartość. W planie miałyśmy stworzyć trzy kupki, „do wyrzucenia”, „do oddania”, i „do zachowania”. Po krótkiej rozmowie okazało się, że jestem nie z tej epoki i płyt już nikt nie używa, więc nie ma komu oddać, chyba, że temu panu ze sklepu ze starociami, on chyba takie jeszcze zbiera. Wiele osób nie ma nawet potrzebnych do tego odtwarzaczy a laptopy nie posiadają już wejść na płyty. Okazuje się, że niestety również ten nośnik informacji przechodzi do lamusa.

Przejrzałyśmy wszystkie płyty i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że większość bajek moja córka chce zachować, ponieważ dobrze jej się kojarzą.

Podejrzewam, że raczej oglądać ich nie będzie, ale w sumie mogą jeszcze jakiś czas poleżeć na strychu. Może tak właśnie jest z pamiątkami, nie trzeba ich oglądać, ważne, że gdzieś tam są i można do nich sięgnąć, gdy pojawi się taka potrzeba.

Gdy już posprzątałyśmy całą górę płyt, pomyślałyśmy, że przypomnimy sobie jeden z filmów. Nasz wybór padł na „Czerwonego kapturka – prawdziwa historia”. Pamiętam, że polska wersja językowa była genialna. Włożyłam płytę do odtwarzacza i po chwili na ekranie telewizora pojawił się napis, że niestety odtwarzacz nie potrafi odczytać tego DVD. Z córką spojrzałyśmy na siebie. Tego jednego nie wzięłyśmy pod uwagę, że powinnyśmy dzielić je na jeszcze jedną kupkę - tych, których już nie można odtworzyć, niestety zazwyczaj z powodu zadrapań. Czyli kolejne sprzątanie przed nami, ale dziś już mi się nie chce. Odkładamy to na inny dzień.

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

 


26.04.2020 Niedziela.BE

(as) 

 

Subscribe to this RSS feed