Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Belgia: To „najbardziej męskie” zawody
Belgia: Minister obrony chce 20 tys. rezerwistów w armii
Polacy są patriotyczni, ale tylko dopóki nic ich to nie kosztuje
Belgia: Policja z Brukseli ukarała w marcu 165 osób konsumujących narkotyki
UE oferuje 18-letnim mieszkańcom Belgii 900 biletów Interrail!
Belgia, Flandria: „To dramat”. Zabraknie pielęgniarek?
Belgia: 5 zabitych, setki godzin opóźnień. Tory śmiertelnie niebezpieczne
Niemcy: Modernizacja trasy kolejowej Berlin-Szczecin znów opóźniona!
Belgia: Zaprzysiężono burmistrza Saint-Josse-ten-Noode
Słowo dnia: Paus
Redakcja

Redakcja

Website URL:

Polacy są patriotyczni, ale tylko dopóki nic ich to nie kosztuje

Badanie przeprowadzone przez Human Answer Institute i Zymetrię pokazuje wyraźny rozdźwięk w postawach Polaków wobec obrony kraju.

Z jednej strony deklarujemy gotowość do walki, z drugiej – niechętnie akceptujemy finansowe konsekwencje działań na rzecz bezpieczeństwa.

Niektórzy chwyciliby za broń, inni uciekliby za granicę

Co piąty Polak deklaruje, że w razie rosyjskiego ataku zbrojnego na nasz kraj byłby gotów sięgnąć po broń. Jak wynika z raportu „Odpowiedzi na pytania jutra – edycja 2025”. To o 5 punktów procentowych więcej niż rok temu, co sugeruje wzrost patriotycznych postaw. Jednak niemal tyle samo osób woli ratować siebie i rodzinę poprzez emigrację.

Gotowość do walki częściej wykazują mężczyźni (76 proc.), podczas gdy ewakuację preferują kobiety (65 proc.). Większą chęć do obrony kraju przejawiają osoby zatrudnione w budownictwie i przemyśle spożywczym, natomiast do wyjazdu skłaniają się osoby z wyższym wykształceniem, bezdzietne oraz mieszkające na południowym zachodzie Polski.

– Najbliższe lata muszą być poświęcone budowaniu solidarności – podkreśla Jan Ołdakowski z Human Answer Institute. – Nie każde społeczeństwo walczy, ale każde może wspierać tych, którzy walczą.

Chcemy niezależności, ale nie kosztem droższego paliwa

Chociaż Polacy generalnie popierają uniezależnienie się od rosyjskich surowców, 44 proc. z nich sprzeciwia się wzrostowi cen paliwa z tego powodu. Tylko co piąty ankietowany zaakceptowałby podwyżkę na poziomie 10 proc.

Największą niechęć do droższego paliwa wykazują młodzi ludzie (18-34 lata), osoby o wyższych dochodach oraz mężczyźni. Paradoksalnie w grupie przeciwników podwyżek dominują również osoby deklarujące gotowość do walki za ojczyznę oraz ci, którzy nie brali udziału w wyborach.

Co więcej, aż 69 proc. badanych deklaruje chęć uczestnictwa w szkoleniach z obrony cywilnej, jednak 55 proc. tylko pod warunkiem, że nie będą musieli za nie płacić.

Społeczeństwo na zakręcie

Postawy Polaków wobec obrony kraju pokazują głęboki podział. Deklarujemy gotowość do walki, ale niechętnie ponosimy finansowe konsekwencje. Chcemy bezpieczeństwa, lecz nie zawsze ufamy, że państwo zadba o nie w sposób skuteczny i sprawiedliwy.

W obliczu rosnących napięć społecznych i międzynarodowych Polska stoi przed wyzwaniem, które wymaga deklaracji i realnych działań.


4.04.2025 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. Canva

(sk)

  • Published in Wojna
  • 0

Polska: Nieodwołanie wizyty u lekarza nie ujdzie na sucho. Trzeba będzie zapłacić

Długie kolejki do lekarzy specjalistów utrudniają dostęp do opieki zdrowotnej. W 2024 roku pacjenci nie stawili się na około 1,4 miliona wizyt, badań i zabiegów.

Było jeszcze gorzej niż rok wcześniej, bo liczba wizyt, na które pacjenci nie przyszli, wzrosła o ponad 75 tys. w porównaniu z rokiem poprzednim. Najwięcej nieodwołanych wizyt odnotowano w ortopedii, kardiologii, fizjoterapii oraz endokrynologii.

Pomysł Rafała Brzoski na rozwiązanie problemu

Przedsiębiorca Rafał Brzoska odpowiedzialny za deregulację zaproponował wykorzystanie aplikacji mObywatel do umawiania i odwoływania wizyt lekarskich. Jego zdaniem cyfryzacja procesu rejestracji mogłaby znacznie zmniejszyć liczbę niewykorzystanych terminów. Obecnie w Polsce nie funkcjonuje jeden centralny system rejestracji – placówki medyczne prowadzą własne listy oczekujących, często w sposób tradycyjny, bez pełnej digitalizacji.

Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło pilotaż centralnej e-rejestracji, obejmujący zapisy na mammografię, cytologię oraz wizyty w poradni kardiologicznej. W przyszłości pacjenci będą mogli rejestrować się zarówno osobiście, jak i przez Internetowe Konto Pacjenta, a wszystkie placówki medyczne będą korzystały z jednolitego systemu kolejkowego. Koszt budowy i utrzymania tego rozwiązania przez 10 lat oszacowano na 618 milionów złotych.

Jeśli nie przyjdziesz do lekarza, to za to zapłacisz

Wielu ekspertów i pacjentów uważa, że wprowadzenie kary finansowej mogłoby zmniejszyć liczbę nieodwołanych wizyt. Brzoska zapytał internautów, czy ich zdaniem pacjenci powinni ponosić opłaty za niestawienie się na umówione konsultacje.

Zasugerował jednocześnie, że z opłat mogłyby być zwolnione osoby po 65. roku życia oraz osoby z niepełnosprawnościami.

W ankiecie na portalu X, którą tylko w około 2 godziny wypełniło ponad 3000 osób, 83,7 proc. internautów uznało, że opłata za nieodwołanie wizyty to dobry pomysł.

Możliwe skutki wprowadzenia opłat

Kara finansowa za nieodwołanie wizyty mogłaby przynieść kilka korzyści.

Po pierwsze, zmniejszyłaby liczbę „zapomnianych” wizyt, a tym samym skróciła kolejki do specjalistów.

Po drugie, pomogłaby lepiej wykorzystywać dostępne zasoby medyczne. Jednak wprowadzenie opłat mogłoby również spotkać się z krytyką – niektórzy pacjenci mogą mieć trudności z terminowym odwołaniem wizyty z powodów zdrowotnych czy losowych.

Czy wprowadzenie kar za nieodwołane wizyty to skuteczny sposób na poprawę systemu ochrony zdrowia? Opinie są podzielone, ale jedno jest pewne – problem wymaga rozwiązania, a cyfryzacja i większa odpowiedzialność pacjentów mogą być kluczem do zmian.


1.04.2025 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. Canva

(sk)

Polska: Mia być recykling, a jest spalarnia śmieci. Tu lądują stare ubrania

Tekstylia oddawane do PSZOK-ów nie są ponownie przetwarzane. Okazuje się, że to paliwo. Ubrania, które oddają ludzie z myślą o recyklingu, lądują w piecach.

Buty, koszulki, kurtki, a nawet koce i dywany. To wszystko tekstylia, które zgodnie z przepisami od stycznia tego roku stanowią kolejną frakcję śmieci. I należy je segregować oraz wyrzucać oddzielnie.

Skoro gminy nie muszą, to tego nie robię

Kłopot w tym, że nie powstały żadne przepisy, które zmuszałyby samorządy do postawienia w śmietnikach kolejnego pojemnika na nową frakcję. Skoro nie muszą, to tego nie robię. Nieliczne tylko zdecydowały się na takie posunięcie.

Każdy, kto ma do wyrzucenia parę starych butów, powinien ją przywieźć do PSZOK-u. To Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Z reguły położony na obrzeżach miast czy gmin. I właśnie tam trzeba jechać z „ciuchami”, które chce się wyrzucić.

Niektóre miasta, jak np. Warszawa, już dostrzegły problem. Uruchomiły mobilne PSZOK-i. To ciężarówki, które krążą po dzielnicach zgodnie w harmonogramem. Mieszkańcy wiedzą, kiedy PSZOK podjedzie i mogą w wyznaczony dzień przynieść tekstylia.

Zaznaczmy, że na ulicach nadal zostały pojemniki na stare ubrania zbierane przez organizacje charytatywne. Ale te proszą (samorządy także), żeby wrzucać tam rzeczy jeszcze w dobrym stanie. Te zniszczone powinny wylądować w PSZOK-u.

Rynku recyklingu tekstyliów i odzieży dzisiaj w Polsce nie ma

Po co to wszystko? Żeby coraz więcej rzeczy wykorzystywać ponownie i poddawać recyklingowi.

„Tylko 1 proc. używanych ubrań jest poddawanych recyklingowi w celu przetworzenia na nowe ubrania, ponieważ technologie, które umożliwiłyby recykling ubrań na włókna pierwotne, dopiero zaczynają się pojawiać. Zwykle dotyczą one ubrań z prostym składem, zawierającym tylko jeden rodzaj materiału, np. czystą bawełnę. Wkrótce możliwy będzie też m.in. chemiczny recykling poliestru” – wyliczał w styczniu serwis Newseria.

A Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Izby Branży Komunalnej, tłumaczył: – Rynku recyklingu tekstyliów i odzieży dzisiaj w Polsce praktycznie nie ma. Możemy wykorzystać te odpady do odzysku energetycznego, ale już nie ściśle do recyklingu, czyli wytworzenia nowych produktów z przetworzonego surowca, tak jak na przykład możemy to zrobić z butelek z tworzyw sztucznych.

Jeśli ubrania trafią do kosza na odpady zmieszane, nie naliczamy kar

Jak ten recykling wygląda w praktyce? Ogniście. I to dosłownie. „Dziennik Gazeta Prawna" ujawnia, że ubrania trafiają do pieców spalarni śmieci. Tak jest np. w Poznaniu. I nie jest to wyjątek.

„Z kolei UM w Warszawie wskazał, że zebrana odzież i tekstylia trafiają do instalacji przetwarzania odpadów, gdzie są sortowane i poddawane wstępnym procesom przetwarzania. W wyniku takich procesów część tekstyliów jest przerabiana na czyściwo i ponownie wykorzystana. Natomiast pozostała część jest przekazywana do spalarni” – czytamy.

Tak samo jest w Gdańsku. – Nic się nie stanie, jeśli ubrania trafią do kosza na odpady zmieszane, nie naliczamy za to kar. Wynika to z tego, że miażdżąca większość ubrań jest wykonana z poliestru, więc nie nadaje się do recyklingu. Nieważne, czy stare ubrania trafią do PSZOK, czy do kubła resztkowego, i tak ostatecznie staną się paliwem do odzysku energetycznego – mówi Olga Goitowska, dyrektorka Wydziału Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Miejskim w Gdańsku.

Są miasta, które o spalaniu nie mówią wprost. Za to tłumaczą, że tekstylia są „poddawane dalszym procesom”. Jakim? Nie wiadomo.

Stare ubrania jak paczka

Tymczasem firma kurierska In Post prowadzi akcję/usługę EKOzwroty. W jej ramach za darmo można umieścić w paczkomatach stare ubrania, a te „trafiają do profesjonalnej firmy, gdzie są sprawdzane pod kątem sprawności i możliwości ponownego wykorzystania.

Partnerem akcji jest Fundacja Odzyskaj Środowisko.


1.04.2025 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot. Canva

(sk)

  • Published in Polska
  • 0

Polska: Lekcje religii wracają na plebanię? Kościół reaguje na zmiany

Od września w przedszkolach i szkołach będzie tylko jedna godzina religii tygodniowo. Kościół przygotowuje się do tych zmian i zapowiada zajęcia na plebaniach. Podobnie jak to było przed laty.

Pan Patryk, jak pewnie większość osób 40 plus, pamięta jeszcze naukę religii w salach na plebaniach.

– To były dwie, może trzy, pierwsze klasy szkoły podstawowej. Chodziliśmy na lekcje z siostrą zakonną jakieś 2 km właśnie na plebanię. Wszystko się zmieniło, gdy religia weszła do szkół – wspomina mężczyzna.
Stało się tak na mocy konkordatu – umowy między państwem a Kościołem katolickim. Nie określa ona jednak, ile godzin religii ma być w szkole.

Katechezy nie będą kopią lekcji religii w szkole

– Planujemy, że katechezy w parafiach rozpoczną się powszechnie od września 2026 roku. Będzie to proces związany z wprowadzaniem w życie Nowego Dyrektorium Katechetycznego dla Kościoła w Polsce jak też Nowej Podstawy Programowej. Nowe dokumenty i zawarte w nich założenia teoretyczne będą dobrą okazją do odnowienia praktyki – zapowiedział w rozmowie z PAP bp Artur Ważny, przewodniczący Zespołu Roboczego Konferencji Episkopatu Polski ds. Katechezy Parafialnej.

Te słowa są powszechnie rozumiane jako odpowiedź na posunięcia MEN. To już zdecydowało, że od września tego roku w przedszkolach i szkołach – zamiast dwóch – będzie jedna godzina religii w tygodniu.

Jednak – jak zastrzega bp Ważny – katechezy nie będą kopią lekcji religii. – Głównym celem lekcji religii w szkole jest przekaz wiedzy religijnej i dostarczenie porządku aksjologicznego. Z kolei katecheza parafialna pogłębia formację, wiążąc wychowanie z życiem sakramentalnym. Obok nauczania i wychowania jedynie w parafii może być realizowana trzecia funkcja katechezy, którą jest chrześcijańskie wtajemniczenie – dodał.

Spór pomiędzy MEN i Kościołem

Episkopat od dawna nie zgadza się z inicjatywami MEN dotyczącymi nauczania religii. Biskupi nalegali, żeby zmniejszanie liczby godzin następowało stopniowo i żeby uczeń nieuczęszczający na religię obowiązkowo chodził na etykę.

Z kolei Stowarzyszenie Katechetów Świeckich zaskarżyło do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu decyzję resortu o możliwości łączeniu w jedną grupę (podczas lekcji religii) uczniów różnych wiekowo. Jeżeli na takie zajęcia chodzi mniej niż siedmioro dzieci, to można łączyć grupy z klas I-III, IV-VI i VII-VIII.


1.04.2025 Niedziela.BE // źródło: News4Media // fot.Canva

(sk)

Subscribe to this RSS feed