Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Polska: Tajemnicza choroba wśród dzieci. Kolejni pacjenci trafiają do szpitali
Belgia, Flandria: Ilu ludzi pracuje w branży sportowej?
Polska: Sądowe finały protestów Strajku Kobiet. Za brutalność policji płacą podatnicy
Belgia: Pogoda na drugą połowę tygodnia
Belgia, biznes: Ponad 3,6 tys. upadłości w tym roku
Belgia, sport: Przeciwniczka z koronawirusem, Belgijka w 3. rundzie Roland Garros
Belgia: Około 100 żłobków pod specjalnym nadzorem z powodu doniesień o aktach przemocy
Belgia, Sint-Pieters-Leeuw: W mieszkaniu znaleziono mężczyznę z podciętym gardłem
Wojna: Z samego piekła. Obrońcy Azowstalu na zdjęciach Dmytro Kozackiego
Polska: Oszuści powracają z nowym-starym pomysłem. Żeby wyłudzać nasze dane i pieniądze

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Czy oglądać? Nie wiem… (cz.153)

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Czy oglądać? Nie wiem… (cz.153) fot. JOCA_PH / Shutterstock.com

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Czy oglądać? Nie wiem…

Od czasu do czasu do naszej porannej, niedzielnej kawy piszę o książce, filmie lub serialu, który mi się spodobał. Zachęcam wtedy do przeczytania lub obejrzenia. W ubiegłym tygodniu, również coś na ten temat napisałam. Dzisiaj pragnę wrócić do tego tematu, ale obawiam się, że zachwycać się nie będę. Raczej będę wątpić i może nawet trochę krytykować.

Zastanawiam się nad tym, co chcę napisać. Może powinnam zacząć od tego, że nie tak powinien wyglądać krytyczny tekst dotyczący serialu. Przede wszystkim dlatego, że nie dałam rady skończyć oglądać nawet pierwszego odcinka, więc krytyka może być bardzo niesprawiedliwa i nieuzasadniona. Dlatego czytając kolejne słowa, proszę o tym pamiętać.

Zacznę od początku. Dziś pragnę napisać kilka słów na temat niezwykle popularnego serialu „Bridgerton”. Już od jakiegoś czasu docierały do mnie słowa zachwytu nad tym serialem. Z tego właśnie powodu postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie jest taki dobry. Odkryłam, że został nakręcony na podstawie książki, więc postanowiłam nadrobić braki czytelnicze i najpierw przeczytałam pierwszą część z serii. Opowieści o rodzinie Bridgerton jest już 8 tomów. Przeczytanie książki zajęło mi dwa dni i po lekturze nie bardzo potrafiłam sprecyzować swoje zdanie na jej temat. Przyjemnie spędziłam czas nad jej stronicami, ale wydaje mi się, że nie ja jestem czytelniczą grupą docelową autorki Julii Quinn. Może powinna przeczytać ją moja córka? To raczej powieści dla młodego czytelnika…a może czytelniczki. Opisując tę książkę, mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że jest ona próbą połączenia powieści Jane Austen z „50 twarzy Greya”. Można powiedzieć, że dość udaną próbą. Przyjemna lektura na wakacje. Jest to Historia miłosna osadzona w XIX-wiecznej Anglii doprawiona ciekawymi scenami erotycznymi.

Mimo, że akcja powieści rozgrywa się w XIX wieku w Wielkiej Brytanii, powieścią historyczną w żadnym razie nie można jej nazwać, to raczej literatura fantasy osadzona w luźno interpretowanej ówczesnej rzeczywistości.

W największym zarysie: jest rok 1813, brytyjska arystokracja szykuje się na kolejny cykl bali, które mają tylko jeden cel - małżeńskie sojusze. Akcja powieści skupia się wokół rodziny Bridgerton, ale główną bohaterką jest jedna z córek Daphne, która ma pewne problemy ze znalezieniem męża, ponieważ jest zbyt mądra i otwarta. Panna poznaje księcia Simona, dla którego w przeciwieństwie do Daphne małżeństwo nie jest życiowym celem, wręcz przeciwnie, młody człowiek, ma zamiar zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. Panna nie ma adoratorów, a książę nie może się uwolnić od licznych panien na wydaniu i ich matek. Oboje mają problem. Zawierają więc układ – książę będzie udawać jej adoratora, co pomoże zwabić prawdziwych kandydatów do jej ręki, ponieważ kobieta, którą interesuje się książę musi być odpowiednią kandydatką na żonę. On sam na tym układzie zyska upragniony spokój, ponieważ oficjalnie zmieni się jego status na „zajęty”.

Zasiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać. Już po kilka minutach poczułam, że zaczynam się denerwować. Powodem tego był obraz kobiety przedstawiony w tym serialu. Już podczas czytania książki irytowało mnie to, że jedynym celem głównej bohaterki, jedynym marzeniem, nie chcę nawet napisać jedyną jej ambicją i sensem życia jest wyjście za mąż. W serialu widać to jeszcze dosadniej. Proszę mi wybaczyć, ale na usta cisną się słowa: co za bzdura! Mężczyźni w książce i serialu podróżują, zdobywają wykształcenie, zakładają biznesy, zarządzają rozległymi posiadłościami a kobiety… czekają na tego, który je zechce i ładnie wyglądają. Bardzo chciałam dać szansę temu serialowi, ale nie potrafię. Może jeszcze raz do niego siądę, ale już mnie nie ciągnie. Może gdyby jakoś wyraźniej pokazano zacofanie tamtych czasów i jak szokujący w skutkach jest brak edukacji seksualnej kobiet. Gdyby podkreślono, że aby choć odrobinę poczuć się wolnym człowiekiem to jednym wyjściem jest życie w kłamstwie.

Może jednak to nie są moje klimaty. Może powinnam z pisaniem zaczekać aż więcej zobaczę… może.

Wyłączyłam serial i do kawy puściłam sobie „Aniołki Charliego” tu przynajmniej kobiety potrafią o siebie zadbać.

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

Agnieszka

08.05.2022 Niedziela.be

(as)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież