Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Redakcja

Redakcja

Paulina Krupińska: Każdy z nas powinien przejść kurs pierwszej pomocy. To jest wiedza, którą trzeba cały czas odświeżać

Zdaniem modelki każdy powinien znać zasady udzielania pierwszej pomocy. Gwiazda przeszła takie szkolenie rok temu jako ambasadorka kampanii „Mali Ratownicy”. W przyszłości zamierza przekazać nabyte wówczas umiejętności swoim dzieciom. Na razie, gdy są na to zbyt małe, stara się zaszczepić w nich samą chęć niesienia pomocy potrzebującym. 

Jak podaje CBOS, umiejętność udzielenia pierwszej pomocy w razie wypadku deklaruje prawie 70 proc. Polaków. Tylko 19 proc. jest jednak absolutnie pewna swoich umiejętności w tym zakresie, 48 proc. zaś twierdzi, że raczej byłaby w stanie jej udzielić. Zdaniem Pauliny Krupińskiej zasady udzielania pierwszej pomocy powinien znać każdy, w większości przypadków Polacy mają jednak tylko niewystarczającą wiedzę teoretyczną, wyniesioną jeszcze ze szkoły podstawowej.

– W szkole kursów pierwszej pomocy przechodziło się parę. Ale w zeszłym roku okazało się, że niewiele z tego pamiętam. I to jest taka wiedza, którą trzeba cały czas odświeżać – mówi modelka agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Paulina Krupińska od zeszłego roku jest ambasadorką kampanii „Mali Ratownicy”, zainicjowanej przez markę Volkswagen. W ramach akcji dzieci pod okiem ratowników medycznych poznają zasady udzielania pierwszej pomocy oraz uczą się radzenia sobie w trudnych sytuacjach życiowych. Modelka sama przeszła tego rodzaju szkolenie i dziś może powiedzieć, że jest w stanie udzielić pierwszej pomocy w razie nieszczęśliwego wypadku.

– Każdy z nas powinien taki kurs pierwszej pomocy przejść. O ile możemy mieć wiedzę teoretyczną, to bardzo trudno czasem się odnaleźć w sytuacji faktycznie zagrożenia i potem w praktyce to wykorzystać – mówi gwiazda.

Modelka nie miała możliwości praktycznego wykorzystania swoich umiejętności, co jednak absolutnie jej nie martwi. Jej zdaniem wpajanie zasad udzielania pierwszej pomocy dzieciom jest dobrym pomysłem, maluchy nie kalkulują bowiem jak dorośli i najczęściej od razu przechodzą do działania. Przy takim podejściu do rzeczywistości i posiadając praktyczne umiejętności, są w stanie faktycznie pomóc w kryzysowej sytuacji. Dzieci uczą się jednocześnie empatii.

– Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym jakby będzie miała cały czas większą świadomość, dlatego dobrze jest od najmłodszych lat w dzieciach zaszczepiać taką chęć do działania i stania się superbohaterem – mówi gwiazda.

W przyszłości modelka zamierza przekazać swoim dzieciom praktyczne umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Na razie jej pociechy, 4-letnia Antonina i 2-letni Jędrzej, są jeszcze zbyt małe, by zrozumieć wiedzę z tej dziedziny, dlatego mama stara się jedynie zaszczepiać w nich samą ideę niesienia pomocy potrzebującym. Robi to m.in. poprzez dawanie pozytywnego przykładu. Jej zdaniem to, jak postępują dorośli, znajduje bowiem odzwierciedlenie w postępowaniu ich dzieci. Maluchy kopiują zachowania rodziców, którzy są dla nich pierwszym i najważniejszym wzorcem, i funkcjonują w ramach zachowań i zasad wpojonych im przez rodziców.

– Jeżeli my relację z dzieckiem zbudujemy od najmłodszych lat, to kiedy będzie się u niego działo gorzej, możemy być pewni, że przyjdzie do nas, a nie będzie szukało pomocy gdzie indziej, niekoniecznie w środowisku, które będzie chciało dla niego dobrze – mówi Paulina Krupińska. 



14.07.2019 Niedziela.BE

(newseria)

 

Polscy naukowcy opracowują tanie sensory do wykrywania narkotyków

Tanie i niezawodne sensory elektrochemiczne do wykrywania narkotyków chcą opracować łódzcy chemicy. Miniaturyzacja czujników pozwoli na konstrukcję małych, przenośnych wykrywaczy narkotyków, potencjalnie przydatnych na lotniskach, dworcach czy w zwalczaniu ulicznych dilerów.  

Celem tego projektu jest dostarczenie nowych narzędzi do walki z problemem społecznym, jakim są narkotyki – mówi PAP szef projektu dr Łukasz Półtorak z Wydziału Chemii Uniwersytetu Łódzkiego.

Obecnie do wykrywania narkotyków służą dwa rodzaje rozwiązań. Jedne to testy kolorymetryczne - proste i tanie, ale obarczone błędami. Dodatkowo interpretacja ich wyników stwarza problemy. Drugie to metody zaawansowane, ale kosztowne, np. spektrometria mas lub chromatografia, wykorzystywane przez laboratoria kryminalistyczne i analityczne.

Nowe rozwiązanie - małe, ale dokładne - ma wypełnić lukę pomiędzy tymi dwoma typami testów - zapowiadają łódzcy naukowcy. Do wykrywania narkotyków chcą zastosować zminiaturyzowane sensory (SmallDrugSens), których działanie opiera się na elektrochemii - dziedzinie nauki tłumaczącej zależności pomiędzy reakcjami chemicznymi a elektrycznością.

W ramach projektu badacze najpierw zajmą się miniaturyzacją, opracowując nowy typ membran polimerowych z mikroskopijnymi porami. To umożliwi zminiaturyzowanie urządzeń pomiarowych.

W efekcie próbki narkotyków do badań będą mogły być mniejsze, niż obecnie. Mniejsza będzie również ilość substancji chemicznych, niezbędnych do ich analizy.

„Dzięki miniaturyzacji będziemy w stanie obniżyć koszty związane z produkcją danych sensorów, jak również sprawimy, że będą one przenośne, przez co będzie można ich używać m.in. na lotniskach, dworcach kolejowych czy na ulicach” - mówi dr Półtorak.

Następnie naukowcy szczegółowo przebadają - pod kątem właściwości elektroanalitycznych - substancje narkotyczne, głównie kokainę i jej metabolity, amfetaminę, metamfetaminę, heroinę oraz tetrahydrokannabinol (aktywny składnik marihuany).

Ważnym elementem zminiaturyzowanego czujnika będą elektrody węglowe, które posłużą jako materiał bazowy do wykrywania substancji narkotycznych.

Jak to będzie działać? W dużym uproszeniu można powiedzieć, że jeśli w pobliżu elektrod znajdzie się cząsteczka substancji narkotycznej, urządzenie zarejestruje przeniesienie jej elektronów na powierzchnię elektrod węglowych. Taką zmianę przetworzy ono zarazem na sygnał elektryczny.

Powierzchnia elektrod może być dodatkowo zmodyfikowana materiałami o dużym powinowactwie do określonych substancji narkotycznych, co ułatwia ich rozpoznawanie. "Reakcja pomiędzy tym materiałem, który znajdzie się na powierzchni elektrody a cząsteczką narkotyczną może zostać przetworzona w sygnał elektryczny wykorzystany w urządzeniu wykrywającym narkotyki" - mówi dr Półtorak.

Naukowcy przebadają też inne rozwiązanie, służące do elektrochemicznej detekcji substancji narkotycznych: system dwóch niemieszających się ze sobą cieczy - wody i oleju. Na granicy fazy wody i fazy oleju, po przyłożeniu potencjału elektrycznego, obecne w wodzie cząsteczki narkotyków przechodzą do roztworu rozpuszczalnika organicznego. Takie przejście może zostać zarejestrowane jako prąd elektryczny, a tym samym - urządzenie przetwarza je na sygnał pomiarowy, świadczący o obecności zakazanej substancji.

Na końcu badacze wybiorą rozwiązania, które dają najlepsze parametry, po czym przetestują je na prawdziwych, „ulicznych” próbkach narkotycznych.

Badania potrwają trzy lata. Ich wyniki można będzie wykorzystać w nowych czujnikach do wykrywania narkotyków. Projekt „Miniaturyzacja dla elektrochemii. Sensory elektrochemiczne do wykrywania substancji narkotycznych – SmallDrugSens” jest finansowany przez NCN.


14.07.2019 Niedziela.BE // źródło: Kamil Szubański - Nauka w Polsce PAP, naukawpolsce.pap.pl 

(kb)

 

 

 

Polska: Ministerstwo przypomina - wyjazdy do Holandii na dłużej niż pół roku należy zgłaszać

Ruszasz w podróż życia, a może wyjeżdżasz na stypendium lub kontrakt? Wiesz już, że nie będzie Cię w kraju dłużej niż pół roku. Zgłoś to online.

Dlaczego musisz zgłaszać swój wyjazd? Taki obowiązek nakłada na nas ustawa o ewidencji ludności. Pamiętaj, dotyczy on tylko tych osób, które opuszczają Polskę na dłużej, niż pół roku. Jeśli jesteś jedną z nich, zgłoś swój wyjazd najpóźniej w dniu, w którym opuszczasz kraj.
W ostatniej chwili

– Zdajemy sobie sprawę, że każdy dłuższy wyjazd to także sporo formalności. Dlatego na tyle, na ile jest to możliwe, staramy się je ograniczać do minimum. Wyjazd za granicę można zgłosić choćby z wiozącej nas na lotnisko taksówki. Jedyne czego potrzebujemy to Internet i Profil Zaufany – mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Zacznijmy od Profilu Zaufanego. Możecie go założycie przez Internet – najszybciej przez bankowość elektroniczną. Druga opcja – wypełnienie formularza online, po czym (w ciągu 14 dni) udanie się do jednego z 1500 punktów potwierdzających i tam sfinalizowanie tego procesu.

Po co Wam Profil Zaufany? Po to, by w trakcie załatwiania online spraw urzędowych bezpiecznie i pewnie identyfikować się w Internecie. Dzięki niemu podpiszecie np. pismo do urzędu czy złożycie wniosek o nowe dokumenty. I co ważne, możecie to zrobić także będąc za granicą. Jedyny warunek: musicie mieć polski numer telefonu. Po co? Kiedy będziecie chcieli skorzystać z którejś z e-usług – to na ten numer dostaniecie smsa z kodem autoryzacyjnym, który jest gwarancją bezpieczeństwa transakcji.

Więcej informacji o Profilu Zaufanym znajdziecie na www.pz.gov.pl

„To do”

Walizka spakowana, rodzina i znajomi pożegnani, do wykonania została ostatnia pozycja na liście „do zrobienia” – zgłoszenie wyjazdu. Żeby oszczędzić Ci nerwów, krok po kroku tłumaczymy jak to zrobić:

Krok 1: Wejdź na stronę obywatel.gov.pl i wybierz e-usługę Zgłoszenie wyjazdu poza granice Rzeczypospolitej Polskiej.

Krok 2: Kliknij Załatw sprawę. System przeniesie Cię na stronę Profilu Zaufanego.

Krok 3: Zaloguj się (Profilem Zaufanym) na swoje konto. System z powrotem przeniesie Cię na platformę ePUAP.

Krok 4: Zaadresuj formularz. Wybierz urząd gminy, na terenie której mieszkasz.

Krok 5: Wypełnij formularz.

Krok 6: Kliknij Dalej, a potem Podpisz.

Krok 7: Wyślij formularz. Wyświetli się komunikat, że został wysłany. Dostaniesz urzędowe poświadczenie przedłożenia (UPP).

Usługa jest bezpłatna, a urzędnik od razu przyjmie Twoje zgłoszenie, czyli… możesz wyjeżdżać!
Zanim się obejrzysz…

Jak wiadomo czas szybko leci. Podróż życia za Tobą, kontrakt dobiegł końca – wracasz do kraju. Co teraz? Zgłoś swój powrót, oczywiście online. Na dokonanie tego obowiązku masz 30 dni. I tak jak przy zgłaszaniu wyjazdu – krok po kroku tłumaczymy jak tego dokonać:

Krok 1: Wejdź na stronę obywatel.gov.pl i wybierz e-usługę Zgłoszenie powrotu z wyjazdu poza granice Rzeczypospolitej Polskiej.

Krok 2: Kliknij Załatw sprawę. System przeniesie Cię na stronę Profilu Zaufanego.

Krok 3: Zaloguj się (Profilem Zaufanym) na swoje konto. System z powrotem przeniesie Cię na platformę ePUAP.

Krok 4: Zaadresuj formularz. Wybierz urząd gminy, na terenie której mieszkasz po powrocie z zagranicy.

Krok 5: Wypełnij formularz.

Krok 6: Kliknij Dalej, a potem Podpisz.

Krok 7: Wyślij formularz. Wyświetli się komunikat, że został wysłany. Dostaniesz urzędowe poświadczenie przedłożenia (UPP).

Tak jak w przypadku zgłoszenia wyjazdu – zgłoszenie powrotu nic nie kosztuje. Urzędnik przyjmie Twoje zgłoszenie od razu.

Witaj w domu!


14.07.2019 Niedziela.BE // źródło: Ministerstwo Cyfryzacji, Warszawa

(kb)

  • Published in Belgia

Ciepłe myśli na belgijską niedzielę: Gofr gofrowi nierówny

Ciepłe myśli na niedzielę, czyli cykliczne spotkania przy porannej kawie

Agnieszka Steur

Gofr gofrowi nierówny

Już od dawna marzy mi się zakup gofrownicy. Być może dzisiejszy tekst do naszej porannej kawy będzie inspiracją, aby (wreszcie) ją kupić.

Gofry… a właściwie wafle, związane są nierozerwalnie z kulturą belgijską. Wafle, frytki i czekolada – tego musi skosztować każdy odwiedzający ten kraj.

Gofrów chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Są to pyszne, nieco puchate, ale nie zawsze, ciastka. Dla wielu Polaków wcale nie kojarzą się z Belgią a z dzieciństwem. Współcześnie jest to również smak wakacji nad Bałtykiem.

Dziś jednak, opowiadając o gofrach, pozostanę w Belgii. Jest to rodzaj pulchnego lub chrupkiego wafla. Przepisu na niego podawać nie będę, bo nawet nie wiedziałabym, który wybrać. W zależności od regiony przyrządza się je w swoisty sposób. Jeśli jednak chciałabym wybrać te najbardziej popularne, to oczywiście gofry brukselskie (gaufres de Bruxelles) i gofry z Liège (gaufres de Liège), zwane leodyjskimi.

Gofry belgijskie robione są na bazie rzadkiego ciasta drożdżowego, nie dodaje się do niego cukru. Cisto nie jest ugniatane, ale ubijane.
Gofry przygotowane są z pietyzmem. Są bardzo delikatne i co ciekawe, gdy ich skórka jest chrupiąca, środek powinien być miękki. Są duże, lekkie i prostokątne. Ich wymiary to 16 na 18 cm. Gofr belgijski ma 20 lub 24 dużych kwadratowych wgłębień.

Należy je spożywać na ciepło. W przeszłości polewane były masłem. Dziś Belgijskie wafle podaje się posypane cukrem, polane czekoladą lub z truskawkami i bitą śmietaną.
Mimo tego, co sugeruje ich nazwa, gofry te nie pochodzą z Brukseli a z Gandawy. Ich twórca pragnął nazwać swój wyrób miastem, które w owych czasach (1839 rok) kojarzyło się z bogactwem. Gofry brukselskie zyskały wielu wielbicieli nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Za oceanem nazywa się je waflami belgijskimi (Belgian waffels).

Gofry leodyjskie wyglądają całkiem inaczej. Są o wiele słodsze, cięższe i mają zaokrąglone brzegi. Piecze się je z gęstego ciasta drożdżowego, do którego dodaje się cukrowe grudki. Według legendy, po raz pierwszy gofr leodyjski został wypieczony w XVIII wieku, na życzenie księcia-biskupa Liege, którego naszła chętka na coś słodkiego.
A jak można przygotować gofra w domu? Jak już wcześniej wspomniałam, należy mieć gofrownicę - specjalne urządzenie elektryczne. Gofrownice posiadają specjalną teflonową powłokę i służą tylko do wyrobu tego rodzaju wafli. Warto jednak mieć je w domu, ponieważ gofry są niepodważalnym przysmakiem, który kochają prawie wszyscy. Jeśli ktoś nie toleruje glutenu, żaden problem. Można przygotować domową wersję bezglutenowych gofrów.

Domowe gofry mogą mieć również przeróżne kształty, nie tylko prostokątne, ale również kwadratowe, okrągłe lub w kształcie serduszka. Te ostatnie zyskują szybko na popularności.

Ciasto na gofry przygotowuje się z mąki, cukru, soli oraz stopionego masła, żółtek jajek i mleka (do belgijskich i leodyjskich dodaje się jeszcze drożdże). Do tej mieszanki dodaje się ubite białka jajek. Niewielkie ilości ciasta wylewa się na gofrownicę, którą należy zamknąć i po chwili… gofry są gotowe! Można je podać z bitą śmietaną, z dżemem lub z lodami. Ponadto mogą na nich znaleźć się również świeże owoce. Jeśli w domu brak każdego z tych dodatków, bardzo dobrze sprawdza się także zwykły cukier puder. Pycha! Aż zgłodniałam.

Na zakończenie przytoczę jeszcze ciekawostkę, na którą natrafiłam, poszukując informacji o tych szczególnych waflach. Dowiedziałam się, że są one również częścią bardzo bogatej polskiej tradycji kulinarnej. Trzy lata temu, w 2017 roku, gofry, które wytwarzane są na Warmii, zostały wpisane na Listę polskich produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Do nich również dodaje się drożdże.

Smacznego!

Widzimy się za tydzień... przy porannej kawie.

14.07.2019 Niedziela.be

(as)

  • Published in Belgia
Subscribe to this RSS feed