Serwis www.niedziela.be używa plików Cookies. Korzystając z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na ich użycie. Aby poznać rodzaje plików cookie, cel ich użycia oraz sposób ich wyłączenia przeczytaj Politykę prywatności

Headlines:
Belgia, Flandria: Ile pożyczamy na zakup lub remont mieszkania?
Belgia, biznes: Ten region z najsilniejszą gospodarką
26 państw członkowskich UE wzywa do natychmiastowej „przerwy humanitarnej” w Strefie Gazy
Belgia, Flandria: Kto powinien być premierem? Oni najpopularniejsi
Belgia: Emeryci rzadziej na wczasach. Oto przyczyny
Niemiecka polityk ponownie zawalczy o stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej!
Belg ukarany za przekroczenie prędkości na... stoku narciarskim!
Polska: Bez tego kwitu nie sprzedaż domu. Obowiązkowy już w kwietniu
Belgia: Przedsiębiorstwo kolejowe walczy z opóźnieniami i śmiercią na torach
Koszt rozbudowy portu w Antwerpii sięgnął 5 mld euro!
Redakcja

Redakcja

Belgijscy związkowcy: „Polacy, Rumuni i… Holendrzy tańsi niż my”

Tylko co trzeci pracownik budowlany w Belgii to Belg, bije na alarm socjalistyczny związek zawodowy ABVV.

Mimo że w minionym czasie w Belgii znów więcej się buduje, to nie przełożyło się to na więcej miejsc pracy dla belgijskich budowlańców. Wręcz przeciwnie, w ostatnich trzech latach z belgijskiego rynku pracy „wyparowało” ok. 17 tysięcy miejsc pracy, informuje dziennik „Gazet van Antwerpen” („GvA”).

Jak to możliwe? Gerd Callebaut, sekretarz związku zawodowego ABVV, zwraca uwagę na rosnącą liczbę pracowników z zagranicy.

- Obecnie jedynie co trzeci budowlaniec to Belg. Miejsca pozostałych zajęli tańsi obcokrajowcy: Polacy, Rumuni, a największy napływ stanowią Holendrzy rejestrujący się jako (pozorne) firmy jednoosobowe. Obcokrajowcy są często zbyt nisko opłacani, mieszkają w kiepskich warunkach, pracują w weekend i pracują wiele godzin dziennie – dziennikarz „GvA” cytuje Callebauta.

Nawet jeśli pracownicy zagraniczni zarabiają ustawowe minimum, to często kwoty, jakie pracodawca przeznaczyć musi na opłacanie ich ubezpieczeń społecznych są niższe niż w przypadku krajowych pracowników. Dlatego związkowcy domagają się zmian w przepisach (belgijskich i europejskich) oraz większej liczby kontroli na budowach.

W poniedziałek 22 czerwca grupa ok. 20 działaczy ABVV, by zwrócić uwagę na tę problematykę, odwiedziła kilka placów budowy w Antwerpii, czytamy w  „GvA”. 

 

23.06.2015 ŁK Niedziela.BE

  • Published in Belgia
  • 0

Konsumenci chętniej sięgają po smakowe alkohole o mniejszych pojemnościach. Prawdziwym hitem ostatnich lat są jednak nalewki

Polacy kupują coraz mniej tradycyjnej czystej wódki. Choć wciąż jesteśmy w czołówce pod względem jej spożycia, większą popularnością cieszą się alkohole smakowe o mniejszej objętości. Ważnym segmentem rynku stają się gatunkowe, importowane napoje alkoholowe, jak whisky czy burbon. Coraz częściej konsumenci sięgają też po nalewki, a producenci liczą na większą konsumpcję nie tylko w kraju, lecz także na zagranicznych rynkach.

– Obserwujemy większą popularność alkoholi o mniejszej zawartości procentów oraz mniejszej pojemności. Polscy konsumenci nie sięgają już tak często po półlitrowe butelki, ale chętnie kupują te 100 czy 200 ml – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International, jednego z największych producentów wódki oraz dystrybutorów alkoholu.

Wódka niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem Polaków, jest drugim po piwie najchętniej spożywanym alkoholem. W ubiegłym roku jej sprzedaż jednak zmalała, liczona w litrach o ok. 4 proc. O ile jednak popyt na tradycyjną czystą wódkę spada, o tyle w ubiegłym roku sprzedaż smakowych wódek w mniejszych pojemnościach – 100 czy 200 ml – zanotowała 4-proc. wzrost (dane CMR).

Konsumenci odkrywają również importowane napoje spirytusowe, whisky i burbon, które jeszcze kilka lat temu były niszowymi alkoholami.

– Polacy w ramach budowania pewnego poziomu zamożności, ale też edukacji i przyswajania stylu życia, zwiększają konsumpcję alkoholi tzw. brand spirit, czyli whisky, burbona. Widać to w wynikach sprzedażowych. Nawet na półkach dyskontów, czyli sklepów nastawionych na mniej zamożnych klientów, zaczęły się pojawiać marki whisky, czyli alkoholu z tego nieco wyższego segmentu – ocenia ekspert.

Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce 2014” wynika, że w 2013 roku sprzedano 19 mln litrów whisky o wartości 1,8 mld zł, sześciokrotnie więcej niż w 2004 roku pod względem wolumenu sprzedaży i pięciokrotnie pod względem wartości. W tym roku spodziewany jest dalszy wzrost, nawet ok. 10 proc. Mimo to – zdaniem Kouyoumdjiana – mocne alkohole i czyste wódki mają niezagrożoną pozycję.

– Polska jest w trójce największych rynków, jeśli chodzi o konsumpcję czystej wódki, alkoholi 40-proc. na całym świecie. Te firmy, które mają mocną pozycję na rynku polskim, siłą rzeczy są także liczącą się siłą na rynku światowym – mówi ekspert i przypomina, że wedle danych sprzedażowych za 2014 rok, Żubrówka jest siódmą największą marką sprzedających się wódek. – To pokazuje, że mimo zmieniających się trendów i tego, że Polacy chętniej eksplorują nowe alkohole o mniejszej zawartości procentów, jak whisky czy wina, to nadal jest to rynek, w którym mocną pozycję mają czyste wódki.

Polacy polubili nowe smaki, w miesiącach letnich dużą popularnością cieszą się wina musujące i słabsze smakowe alkohole. Prawdziwym odkryciem ostatnich lat są jednak nalewki, napoje oparte na spirytusie i owocach. Część osób produkuje je samodzielnie na własne potrzeby, chętnie kupowane są też nalewki dostępne na sklepowych półkach. Trend zauważyli producenci alkoholi, Soplica ma już blisko 10 smaków nalewek, niedawno na rynek trafił kolejny.

– Myślę, że to może być pewnego rodzaju polska specyfika. Z jednej strony nalewki znajdują bardzo wielu konsumentów na rynku rodzimym, z drugiej strony stwarzają dobre perspektywy dla eksportu na rynki zagraniczne – podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian.

 

16.06.2015 Newseria

  • Published in Świat
  • 0

Belg wśród 100 najlepiej zarabiających sportowców świata

Na szczycie listy dwóch bokserów, dwóch piłkarzy i tenisista. W rankingu 100 najlepiej opłacanych sportowców świata znalazł się także jeden sportowiec z Belgii.

Listę sporządziło amerykańskie czasopismo biznesowe „Forbes”. Brano pod uwagę łączne dochody (pensje, premie, zyski z kontraktów reklamowych) uzyskane pomiędzy czerwcem 2014 r. i czerwcem 2015 r.

Na pierwszych dwóch miejscach znaleźli się bokserzy, bohaterowie głośnego pojedynku z początku maja 2015 r., reklamowanego jako „walka stulecia”. Zwycięzca walki, Floyd Mayweather zarobił w minionym roku w sumie 300 milionów dolarów, a pokonany przez niego Manny Pacquiao 160 mln dolarów.

Kolejne dwa miejsca przypadły w udziale gwiazdom światowego futbolu: Cristiano Ronaldo zgarnął niespełna 80 mln, a Lionel Messi 73,8 mln dolarów.

Na piątym miejscu znalazła się legenda światowego tenisa, Roger Federer. Szwajcar, który już od dawna nie jest numerem jeden na świecie, zarabia obecnie głównie na reklamach. Tylko 9 mln z zarobionych przez niego w minionym roku 67 mln dolarów to nagrody za wygrane w turniejach.

W rankingu znalazł się także jeden Belg. Jest nim piłkarz Chelsea Londyn, Eden Hazard. Pochodzący z miasta La Louvière w Walonii (francuskojęzycznej części Belgii) 24-latek znalazł się na 90. miejscu. Według „Forbes” reprezentant Belgii zarobił w minionym roku w sumie 19,6 mln dolarów.

W pierwszej setce rankingu nie znalazł się żaden sportowiec z np. Polski czy Holandii. Także reprezentacja kobiet jest bardzo skromna. Wśród 100 najlepiej zarabiających sportowców świata znalazły się jedynie dwie kobiety: tenisistki Marija Szarapowa i Serena Williams (miejsca odpowiednio 26 i 47).       

 

13.06.2015 ŁK Niedziela.NL

  • Published in Belgia
  • 0

Burmistrz: Antwerpia biednieje

- Antwerpia powiększa się, ale w przeciwieństwie do innych miast nasza metropolia biednieje – przyznał na światowym spotkaniu burmistrzów (Mayors Forum) w Nowym Jorku Bart De Wever.

Burmistrz De Wever – będący jednocześnie liderem N-VA, partii umiarkowanych flamandzkich nacjonalistów – na czele władz miasta stoi od 1 stycznia 2013 r. Według niego wiele młodych par po tym, jak urodzi im się pierwsze dziecko, opuszcza Antwerpię.

- Nie mogą znaleźć w mieście odpowiedniej szkoły lub mieszkania i to się mści. W większości miast czynsze stają się horrendalnie wysokie, bo przyjeżdża do nich wielu bogatych nowych mieszkańców. W Antwerpii tak nie jest – tłumaczył 45-letni polityk.

- Antwerpia boryka się z ucieczką lepiej sytuowanych mieszkańców. Po tym, jak miasto opuściła biała klasa średnia, obecnie obserwujemy to zjawisko wśród przedstawicieli imigranckiej klasy średniej. Antwerpia powiększa się, ale w przeciwieństwie do innych miast nasza metropolia biednieje – narzekał burmistrz.  

Jak zamierza to zmienić? Przy powstawaniu nowych dzielnic mieszkalnych należy bardziej liczyć się z potrzebami rodzin i klasy średniej, tłumaczy De Wever. Potrzeba więcej miejsc w dobrych szkołach oraz należy poprawić infrastrukturę transportową – postulaty lidera N-VA streszcza dziennik „Gazet van Antwerpen”.

Według burmistrza miasto nie powinno budować nowych mieszkań socjalnych. – One przyciągają jedynie jeszcze więcej biednych ludzi. Tego typu mieszkania powinny być rozproszone po całym regionie – dodał polityk.

 

12.06.2015 ŁK Niedziela.BE

  • Published in Belgia
  • 0
Subscribe to this RSS feed