Zwycięstwo flamandzkich nacjonalistów. Ale nie tych skrajnych.

Bart de Wever: tak brzmi nazwisko wielkiego zwycięzcy niedzielnych „super-wyborów” w Belgii. Kierowana przez niego nacjonalistyczna (choć nie skrajnie) flamandzka partia N-VA wygrała wybory regionalne, ogólnokrajowe i europejskie. Belgię czeka kolejny kryzys polityczny?

Zwycięstwo De Wevera bardzo komplikuje sytuację w kraju, który i bez tego słynie z wiecznych kryzysów politycznych i problemów z formowaniem nowych gabinetów. (O rekordzie świata w długości formowania nowego rządu i znaczeniu wyborów z 25 maja pisałem już TUTAJ).

 

Trzy w jednym

W niedzielę 25 maja Belgowie głosowali w trzech wyborach jednocześnie. W wyborach regionalnych mieszkańcy niderlandzkojęzycznej Flandrii, francuskojęzycznej Walonii (i niewielkiego niemieckojęzycznego regionu na wschodzie kraju), a także dwujęzycznej Brukseli wybierali lokalne parlamenty. W wyborach federalnych wszyscy Belgowie głosowali na posłów do krajowego sejmu (Kamer van Volksvertegenwoordigeres). W wyborach europejskich, podobnie jak obywatele pozostałych 27 państw UE, wybierali posłów do Parlamentu Europejskiego.


Bądźmy szczerzy: bycie wyborcą w Belgii to nie jest łatwa sprawa. A głosować trzeba. Udział w wyborach jest w Belgii obowiązkowy, a kto obowiązek ten zlekceważy, musi liczyć się z grzywną (pisałem o tym tutaj).

W północnej, niderlandzkojęzycznej części kraju we wszystkich głosowaniach tryumfował Nowy Sojusz Flamandzki (N-VA). Nacjonalistyczna partia charyzmatycznego De Wevera (występuje w teleturniejach! rzuca łacińskimi sentencjami! schudł 50 kg!), mająca w programie postulat większej niezależności dla Flandrii, zgarnęła jedną trzecią flamandzkich głosów. W liczącym 124 mandaty Parlamencie Flamandzkim N-VA będzie miała 43 posłów (32 % głosów).

To właśnie do De Wevera (będącego jednocześnie burmistrzem Antwerpii) należeć będzie inicjatywa w formowaniu nowego rządu regionalnego. Zresztą, nie tylko tego rządu (Belgia ma ich sześć) – ale o tym za chwilę.

Z kolei francuskojęzyczne południe kraju zagłosowało na Partię Socjalistyczną PS obecnego premiera kraju Elio Di Rupo, także ciekawego polityka (gej! zawsze nosi muszkę zamiast krawatu! kiepsko mówi po niderlandzku, mimo że tym językiem posługuje się większość mieszkańców kraju, którym rządzi!). PS zdobyło w Walonii 31 % głosów i triumfowało również w Brukseli: oficjalnie dwujęzycznej, ale w praktyce zdominowanej przez ludność francuskojęzyczną. W stolicy kraju PS zdobyło 23,5 %.

 

Belgijskie puzzle

Co za problem, można powiedzieć, niech sobie więc we Flandrii rządzi nacjonalistyczna N-VA, a w Walonii i Brukseli socjalistyczna PS. Kłopot w tym, że 25 maja odbyły się również wybory do parlamentu federalnego i także w nich N-VA i PS okazały się największym zwycięzcami.

N-VA i PS to jednak ogień i woda. Flamandowie kontra Walonowie. Język niderlandzki kontra język francuski. Prawica kontra lewica. Nacjonaliści kontra socjaldemokraci. Niższe podatki i wydatki kontra wyższe podatki i wydatki. NIE dla Belgii kontra TAK dla Belgii. Kontrasty można mnożyć w nieskończoność. Utworzenie wspólnego rządu, w którym zasiadać będą zarówno przedstawiciele N-VA jak i SP wydaje się mało realistyczne. Ale z takimi stwierdzeniami trzeba uważać: w belgijskiej polityce wszystko jest możliwe.

Szansa na to, że jeden z dwóch wielkich regionalnych zwycięzców znajdzie się poza rządem federalnym, jest jednak duża. Mimo że N-VA będzie po tych wyborach największą frakcją we flamandzkim parlamencie, jest bardzo prawdopodobne, że to właśnie N-VA De Wevera znajdzie się na lodzie. Wszystko ze względu na ograniczone możliwości koalicyjne: z dążącą do radykalnych zmian ustrojowych partią niewiele innych ugrupowań chce współpracować.

Niewykluczone więc, że obecnemu premierowi Belgii Di Rupo, reprezentującemu francuskojęzycznych socjalistów z PS, znowu uda się zbudować szeroką koalicję, składającą się z walońskich i flamandzkich partii lewicowych, liberalnych i chadeckich. Koalicję, w której ponownie nie będzie flamandzkich nacjonalistów z N-VA: bądź co bądź największej partii z najliczniejszego i najbogatszego regionu kraju. (We Flandrii mieszka ponad 6 mln z 11 mln Belgów). Jakoś jednak te puzzle ułożyć trzeba, a rozwiązania, które ucieszyło by wszystkich, na horyzoncie nie widać.

 

WYNIKI WYBORÓW W BELGII

Wybory do parlamentu ogólnokrajowego (federalnego, tzw. Kamer van Volksvertegenwoordigers, po zliczeniu ok. 98 % głosów)
N-VA 33 mandaty 20,3 % (Flamandzcy umiarkowani nacjonaliści, Bart de Wever)
PS 24 11,6 % (Walońscy socjaldemokraci)
MR 19 9,6 % (Walońscy liberałowie/prawica)
CD&V 18 11,6 % (Flamandzcy chadecy)
Open VLD 14 9,8 % (Flamandzcy liberałowie, Guy Verhofstadt)
SP.A 13 8,9 % (Flamandzcy socjaldemokraci)
CDH 9 4,9 % (Walońscy chadecy)
Groen 6 5,3 % (Flamandzcy Zieloni)
Ecolo 6 3,3 % (Walońscy Zieloni)
VlaamsBelang 3 3,7 % (Flamandzcy skrajni nacjonaliści)
PTB-GO! 2 2,0 % (Walońscy socjaliści/marksiści)
FDF 2 1,8 % (Frankofońscy nacjonaliści, głównie brukselscy)
PartiPopulaire 1 1,5 % (Walońska prawicowa partyjka)

Już sam rzut oka na listę ugrupowań, które uzyskały co najmniej jeden mandat, pokazuje, że zmontowanie jakiejkolwiek większości w belgijskim parlamencie federalnym to prawdziwa sztuka. Do belgijskiego sejmu weszło 13 partii!

 

Mały kraj wielu partii

W liczącej 150 posłów izbie niższej największe ugrupowanie liczyć będzie 33 parlamentarzystów. Tyle, że tą największą partią jest nacjonalistyczna flamandzka N-VA, która najprawdopodobniej nie będzie w stanie stworzyć koalicji rządowej. Rządową większość (50 % plus 1 mandat) trzeba będzie uciułać zapewne z sześciu czy więcej mniejszych partii, mających w swych szeregach od 24 posłów do 1 posła. To nie będzie prosta układanka.

Wracając do wyników: rzuca się w oczy bardzo słaby wynik Vlaams Belang (Interesu Flamandzkiego). Do czasu pojawienia się gwiazdy De Wevera to właśnie Vlaams Belang zbierał większość głosów Flamandów, domagających się większej niezależności dla regionu. Teraz zamiast zwyczajowych kilkunastu procent radykalni nacjonaliści z Vlaams Belang zadowolić się muszą skromnym 3,7 % i jedynie 3 mandatami w belgijskim sejmie (Kamer van Volksvertegenwoordigers). Dominacja Barta de Wevera i N-VA jest po prawej stronie flamandzkiej sceny politycznej bezdyskusyjna.

De Wever posługuje się łagodniejszą retoryką i nie można mu zarzucić szowinizmu czy rasizmu. „Nacjonalizm” NV-A wynika z przesłanek praktycznych, gospodarczych i językowych, a nie z niechęci czy nienawiści wobec obcych. Patrzcie, Belgia w tej formie po prostu nam się nie udała, zdaje się mówić De Wever. Będzie lepiej zarówno dla nas, Flamandów, jak i dla was, Walonów, jeśli się z tym pogodzimy i zdecydujemy się na aksamitny rozwód. Po co się ze sobą wiecznie męczyć? Wielu Flamandów tak właśnie myśli i głosuje na NV-A.

Przy okazji: warto zauważyć, że ze względu na to, że liczba mandatów dla obu grup językowych – niderlandzkojęzycznych Flamandów i francuskojęzycznych Walonów – jest sztywna i wynosi odpowiednio 87 i 63, głosy Walonów, którzy pofatygowali się do urn, ważą czasami więcej niż Flamandów. Dlatego na przykład flamandzkie CD&V, które dostało 11,6 % głosów w skali kraju zadowolić się musi 18 mandatami, gdy tymczasem frankofońska PS, która również dostała 11,6 %, cieszyć się może z 24 miejsc w federalnym parlamencie. Oto Belgia właśnie.

 

Królu Filipie, pomożecie?

Już w dzień po wyborach, w poniedziałek 26 maja, rozpoczęły się konsultacje króla Belgów z szefami największych partii. Dla Filipa I nadchodzące tygodnie będą ważnym sprawdzianem. Głową państwa jest dopiero od lipca ubiegłego roku, kiedy to zastąpił na tronie mającego swe lata ojca, Alberta II. (LINK)

W belgijskim systemie politycznym rola monarchy w formowaniu nowego gabinetu jest znacząca. To do niego należy inicjatywa, to z nim konsultują się liderzy głównych sił politycznych, to on decyduje, która partia wyznaczy tzw. „informatora” – osobę, której zadaniem będzie prowadzenie negocjacji z szefami partii, mających na celu stworzenie nowego rządu.
W poniedziałek Filip I spotkał się ze zwycięzcami wyborów: Bartem De Weverem z flamandzkiej N-VA i Paulem Magnette z frankofońskiej, walońskiej PS. Monarcha rozmawiał też z premierem Elio Di Rupo (PS), który w powyborczy poniedziałek, zgodnie ze zwyczajem, poddał rząd do dymisji. Do czasu wyłonienia nowego gabinetu Di Rupo pozostanie na czele zdymisjonowanego rządu.

Jak długo to potrwa? Tego nikt nie wie. Wszyscy mają nadzieję, że tym razem belgijskie elity polityczne uwiną się szybciej niż ostatnim razem. Pobicia własnego rekordu 589 dni bez wyłonienia rządu nikt sobie w Belgii nie życzy.

Wybory do Parlamentu Europejskiego:
Wraz z wyborami parlamentarnymi w Belgii odbyły się również wybory do Parlamentu Europejskiego.
N-VA 4 mandaty 16,9 % (Flamandzcy umiarkowani nacjonaliści, Bart de Wever)
Open VLD 3 12,9 % (Flamandzcy liberałowie, Guy Verhofstadt)
CD&V 2 12,6 % (Flamandzcy chadecy)
PS-SP 3 10,7 % (Walońscy i niemieckojęzyczni socjaldemokraci)
MR-PFF 2 10,0 % (Walońscy i niemieckojęzyczni liberałowie)
SP.A 1 8,3 % (Flamandzcy socjaldemokraci)
Groen 1 6,7 % (Flamandzcy Zieloni)
Ecolo 1 4,3 % (Walońscy Zieloni)
Vlaams Belang 1 4,3 % (Flamandzcy skrajni nacjonaliści)
CDH-CSP 1 4,2 % (Walońscy i niemieckojęzyczni chadecy)

 

W sumie Belgom przypada 20 mandatów w Parlamencie Europejskim.

Ze względu na zachowanie równowagi pomiędzy Flamandami i Walonami również tutaj, podobnie jak w przypadku wyborów federalnych, dochodzi czasem do dziwacznych sytuacji przy przeliczaniu głosów na mandaty. I tak frankofońskie PS-SP, cieszące się 10,7-procentowym poparciem w skali kraju dostanie 3 mandaty w Parlamencie Europejskim, a flamandzkie CD&V, które dostało o 2 procent głosów więcej dostanie… 2 mandaty. CD-V było dopiero trzecie we Flandrii, a PS-SP zwyciężyło w Walonii – stąd ten bonus.

 

Wybory do parlamentów regionalnych

FLANDRIA: Jak można się spodziewać analizując wyniki na poziomie krajowym i europejskim, także w swym mateczniku flamandzcy (umiarkowani) nacjonaliści Barta De Wevera zdecydowanie wygrali. N-VA zgarnęło ok. 32 % głosów i dostanie 43 mandaty w 124-osobowym parlamencie flamandzkim. Na drugim miejscu znaleźli się chadecy z CD&V (20,5 %), a na trzecim liberałowie z OpenVLD (14,1 %). Skrajni nacjonaliści z Vlaams Belang (5,9 %) znaleźli się dopiero na szóstej pozycji i dali się wyprzedzić dwóm lewicowym partiom: socjaldemokratom z SP.A (14 %) i zielonym z Groen (8,7%).

WALONIA: Na frankofońskim południu Belgii tryumfowała tradycyjnie socjaldemokratyczna PS. Ugrupowanie premiera Di Rupo dostało 31 % głosów. Na drugim miejscu znalazło się liberalno-prawicowe MR (26,7 %), a na trzecim walońscy chadecy z CDH (15,1 %). Bolesnej porażki doznali zieloni z partii Ecolo, którzy w poprzednich wyborach cieszyli się poparciem 18,5 % głosujących, a teraz uzyskali jedynie 8,5 %.

BRUKSELA: Także w (oficjalnie) dwujęzycznej stolicy kraju zwyciężyli francuskojęzyczni socjaldemokraci z PS premiera Di Rupo, uzyskując 23,5 %. Na drugim miejscu znalazło się liberalno-prawicowe MR (20,4 %), a na trzecim frankofońska partia FDF (13,1 %), aktywna głównie w stolicy i okolicach.

 

Łukasz Koterba, Niedziela.BE

Leave a comment

-3°C

Bruksela

Partly Cloudy

Humidity: 90%

Wind: 17.70 km/h

  • 17 Jan 2017 0°C -3°C
  • 18 Jan 2017 0°C -5°C