2017-12-01 mastermedia 1 miesiac

Nowe przepisy UE. (Niektórzy) Polacy za granicą zarobią więcej czy stracą pracę?

Nowe przepisy UE. (Niektórzy) Polacy za granicą zarobią więcej czy stracą pracę? fot. Shutterstock

Rada Unii Europejskiej przyjęła oficjalne stanowisko w sprawie tzw. pracowników delegowanych (z jednego kraju EU do innego). Wśród krajów sprzeciwiających się nowej dyrektywie była m.in. Polska. O co chodzi i jakie to może mieć konsekwencje dla Polaków pracujących za granicą, na przykład w Holandii czy Belgii?

Debata na temat statusu pracowników delegowanych z jednego kraju Unii do drugiego trwała od wielu miesięcy. W poniedziałek 23 października, po decyzji Rady Unii Europejskiej (a więc przedstawicieli rządów wszystkich państw członkowskich), dyskusja ta wkroczyła w kolejną fazę. Mimo sprzeciwu niektórych krajów, w Luksemburgu przegłosowo stanowisko Rady – To olbrzymi krok do przodu – podkreśliła unijna komisarz ds. społecznych, Belgijka Marianne Thyssen. Na tym jednak nie koniec; do tej propozycji odnieść się jeszcze musi Parlament Europejski.

Zachód UE: „Skończmy z nieuczciwą konkurencją”

Wielkim zwolennikiem wprowadzenia nowych regulacji była Francja, która liczyć mogła też na wsparcie m.in. Niemiec, Holandii i Belgii, informuje flamandzki dziennik De Standaard. Wśród przeciwników tego pomysłu dominowały kraje Europy Środkowej i Wschodniej.

Holenderski rząd od dawna dążył do zmiany unijnych przepisów. Minister spraw społecznych Lodewijk Asscher od 2013 roku domagał się, by w Unii obowiązywała zasada „ta sama praca, ta sama płaca”, przypomina portal nu.nl. – Widzę to jako ukoronowanie naszych starań. Ale to przede wszystkim dobra wiadomość dla holenderskich pracowników budowlanych czy hydraulików – powiedział w poniedziałek Asscher, dla którego był to jeden z ostatnich dni na funkcji ministra (od czwartku Holandia ma nowy rząd).

W oczach części zachodnich przedsiębiorców i związkowców pracownicy delegowani z państw, gdzie mniej się zarabia, a składki na ubezpieczenia społeczne są niższe, stanowią zbyt wielką konkurencją dla rodzimej siły roboczej i tamtejszych firm. Co prawda również pracowników delegowanych obowiązują zasady dotyczące płacy minimalnej w kraju, w którym wykonywana jest praca, ale już w przypadku przepisów dotyczących praw socjalnych i naliczanych składek na ubezpieczenia społeczne, obowiązują zasady kraju wysyłającego. W efekcie na przykład polski pracownik budowlany we Francji czy słowacki kierowca w Holandii jest „tańszy” niż tamtejsza rodzima siła robocza. To nieuczciwa konkurencja, argumentowali zwolennicy zmian w przepisach.

„Pochodząca z 1996 roku dotychczasowa dyrektywa jest często w UE nadużywana przez pracodawców do tego, by zatrudniać pracowników z państw, gdzie płace są niższe, np. z Polski czy Bułgarii. Tak dzieje się głównie w branży budowlanej, przetwórstwie i transporcie drogowym” czytamy w nu.nl.
„Drożsi polscy pracownicy to niższa konkurencyjność polskich firm w UE”.

Pokreślić trzeba, że cała ta dyskusja dotyczy wyłącznie kwestii delegowania pracowników (po niderlandzku: detachering). A więc sytuacji, gdy pracownik z kraju A jest przez firmę w tym kraju delegowany do wykonania jakiejś pracy w kraju B. Dyrektywa ta nie dotyczy osób pracujących w innym kraju UE na normalnych zasadach. Dla większości Polaków pracujących w Holandii zmiana dyrektywy nie będzie więc miała żadnych konsekwencji.

W sumie w krajach UE pracowników delegowanych są ok. 2 miliony i stanowią oni mniej niż 1% wszystkich zatrudnionych. Popularność delegowania jednak rośnie, a w budownictwie osoby zatrudnione na tych zasadach stanowią już 30%, informuje holenderski dziennik gospodarczy Het Financieele Dagblad.

Paradoksem debaty na temat nowej dyrektywy jest to, że – trochę upraszczając – rządy krajów zachodnich opowiadają się za tym, by pracownicy z biedniejszych państw UE zatrudnieni w ich krajach więcej zarabiali (bo przysługiwać będą im również np. różnorakie dodatki branżowe) i mieli lepsze osłony socjalne (dzięki wyższym składkom na ubezpieczenia społeczne), zaś rządy części mniej zamożnych krajów ze wschodniej części UE się temu sprzeciwiały. Można by więc przekornie zapytać: dlaczego polski, węgierski czy litewski rząd nie chcą, by obywatele tych państw delegowani do pracy za granicę więcej zarabiali i mieli lepsze osłony socjalne?

To jednak pewne uproszczenie. Rządy sprzeciwiające się nowej dyrektywie obawiają się, że jeśli pracownicy delegowani staną się „drożsi”, to zachodnim firmom nie będzie się już opłacać ich zatrudnianie. Czyli, że płaca i osłony socjalne pracowników delegowanych faktycznie będą wyższe, tyle że pracowników tych będzie dużo mniej. W efekcie wiele firm z Europy Środkowej i Wschodniej, które konkurują w UE z tamtejszymi przedsiębiorstwami w branżach takich jak budownictwo i transport, straci przez to na konkurencyjności.

Tylko cztery kraje przeciwko

- Nie widziałam zbyt wielkiej woli ustępstw ze strony Francji. Oczywiście w przypadku długoterminowego delegowania Francja proponowała 12 miesięcy; skończyło się na okresie dłuższym, bo 18 miesięcy. Wysuwano tutaj argument, że przeciętne delegowanie odnosi się do 4-miesiecznego okresu – powiedziała Elżbieta Rafalska, polska minister rodziny, pracy i polityki społecznej, reprezentująca w negocjacjach rząd Beaty Szydło (cytat za portalem money.pl).

Spór w tej kwestii trwał od dawna i również w trakcie wielogodzinnego posiedzenia Rady UE nie udało się znaleźć rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkie strony. Ostatecznie przygotowanego rozwiązania nie poparły 4 z 28 państw UE: Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Trzy kraje wstrzymały się od głosu: Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.
Co ciekawe, Czechy i Słowacja jednak poparły nową dyrektywę. - Jestem zawiedziona, że Grupie Wyszehradzkiej nie udało się utrzymać jedności i wypracować wspólne stanowisko, które pokazałoby wspólnotę naszych działań – skomentowała minister Rafalska.

Czteroletni okres przejściowy, sprawa transportu niejasna

Przyjęte przez Radę UE stanowisko zakłada, że okres delegowania będzie mógł wynosić maksymalnie 12 miesięcy, choć w niektórych przypadkach będzie go można przedłużyć o kolejnych 6 miesięcy. Po przekroczeniu tego okresu pracownikowi będą przysługiwać będzie ta sama płaca, dodatki branżowe i osłony socjalne, co krajowemu pracownikowi (a składki na świadczenia socjalne odprowadzane będą w kraju wykonywania pracy, a nie w państwie, gdzie zarejestrowana jest firma go delegująca).

Przepisy nie wejdą od razu w życie. Kraje UE będą miały trzy lata na ich wdrożenie (od chwili wejścia w życie), a przedsiębiorcy cztery lata na dostosowanie się do nich. Poza tym to jeszcze nie koniec debaty w tej sprawie. Do propozycji Rady UE odnieść się jeszcze musi Parlament Europejski.

Warto też zaznaczyć, że w debacie na temat pracowników delegowanych kwestia transportu wzbudza największe kontrowersje. Wiąże się to m.in. z dużą liczbą np. polskich kierowców delegowanych do pracy na drogach Europy Zachodniej. Rada UE zdecydowała, że techniczne szczegóły dot. transportu drogowego znajdą się w kolejnych dyrektywach. Takie rozwiązanie nie zadowoliło do końca żadnej ze stron.

- Tego kompromisu w zakresie transportu w żadnym zakresie nie osiągnięto. Myślę, że tam była ta postawa nieustępliwości, a pozostawiono duży obszar do negocjacji w pozostałych dziedzinach – powiedziała minister Rafalska. Z kolei holenderska posłanka Parlamentu Europejskiego Agnes Jongerius także wyraziła niezadowolenie w związku z brakiem porozumienia w sprawie transportu, tyle że z innego powodu. – Zagrożenie wyzysku i nieuczciwej konkurencji w tym sektorze nadal nie zostało zażegnane – powiedziała, cytowana przez portal nu.nl. Szczegółowe rozwiązania dotyczące pracowników delegowanych w transporcie wypracować mają ministrowie transportu krajów członkowskich, informuje ten portal.


30.10.2017 ŁK Niedziela.BE

 

Last modified onwtorek, 31 październik 2017 08:07

7°C

Bruksela

Breezy

Humidity: 80%

Wind: 40.23 km/h

  • 13 Dec 2017 8°C 1°C
  • 14 Dec 2017 5°C 2°C