28 zabitych. 30 lat później. Przełom. Poznamy prawdę?

28 zabitych, ponad 40 rannych i tysiąc teorii spiskowych – Banda z Nijvel sterroryzowała Belgię w pierwszej połowie lat 80. i przez prawie trzy dekady nie udało się ująć żadnego z jej członków. Czy w połowie maja 2014 roku dojdzie do przełomu? 

W piątek 16 maja belgijski wymiar sprawiedliwości poinformował o tym, że kilka dni wcześniej aresztowano w Brukseli 68-letniego mężczyznę podejrzewanego o związki z „Bende van Nijvel”, czyli tzw. Bandą z Nijvel. 

Nijvel to walońskie (a więc francuskojęzyczne) miasteczko położone kilkanaście kilometrów na południe od Brukseli. To właśnie w okolicach tego miasteczka doszło w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych do serii krwawych i brutalnych włamań i napadów.

 

Bezwzględni. Brutalni. Nieuchwytni. 

W sumie z rąk gangsterów zginęło 28 osób, a co najmniej 40 zostało rannych. Grupa siała terror w dwóch falach. Najpierw w latach 1982-1983 doszło do serii kilkunastu napadów na restauracje, sklepy z bronią, taksówkarzy i supermarkety. 

Początkowo wyglądało to nie tak groźnie. W pierwszych dwóch napadach nie było ofiar śmiertelnych, a łupem padły strzelba, wino i szampan. Z czasem napady stawały się coraz brutalniejsze. Już w trzecim z nich zginęła pierwsza osoba (policjant), a złodzieje ukradli m.in.  15 sztuk broni. 

Z broni zrobili później użytek: w samym 1983 roku Banda z Nijvel uderzyła dziesięciokrotnie, a ofiar śmiertelnych przybywało. We wrześniu 1983 r. w napadzie, właśnie w Nijvel, zginęły trzy osoby, a w grudniu 1983 r. napad na jubilera w Anderluse kosztował życie dwie osoby. 

Następnie przez ponad półtorej roku grupa nie przeprowadziła żadnych akcji. Wróciła pod koniec 1985 roku – i to z podwójną brutalnością. 27 września dwa napady przeprowadzone tego samego dnia na  filie supermarketów Delhaize w Eigenbrakel i Overijse kosztowały życie odpowiednio 3 i 5 osób.

 

Belgia w szoku

W listopadzie 1985 r. bandyci uderzyli po raz kolejny – i jak się okazało, po raz ostatni. Celem znów był supermarket sieci Delhaize. W napadzie na filię w Aalst zginęło aż osiem osób. A może nawet i dziewięć: w trakcie policyjnego pościgu jeden z kryminalistów (siedzący z pozostałymi w pędzącym samochodzie) został najprawdopodobniej śmiertelnie postrzelony. Jego ciała nigdy jednak nie odnaleziono.

Wydarzenia w Aalst miały w sobie więcej z masakry czy zamachu terrorystycznego zorganizowanego przez psychopatów niż z napadu rabunkowego, uważali niektórzy eksperci. Już na parkingu przed supermarketem trójka zamaskowanych mężczyzn strzelała seriami do stojących samochodów oraz w szyby supermarketu. Sklep w ten sobotni wieczór był pełen ludzi. Wybuchła totalna panika. 9-letni chłopczyk David van de Steen stracił w tej zbrodni mamę, tatę i siostrę, a sam został ciężko ranny. Także pozostałe ofiary padały na oczach przerażonego, krzyczącego, płaczącego tłumu: kobiet, staruszków, dzieci. 

Kryminaliści opróżnili sejf i uciekli z miejsca przestępstwa samochodem marki Golf GTI. Mimo policyjnego pościgu i strzelaniny z funkcjonariuszami nie udało się ich ująć. 

Ten najbardziej krwawy napad Bandy z Nijvel był ostatnią ich wspólną akcją. Kilka dni później policja znalazła porzuconą przez nich broń i amunicję. Być może to właśnie prawdopodobna śmierć w pościgu ich „szefa” (nazywanego podobno „killerem”) przekonała pozostałych członków grupy do rozwiązania grupy. Są to jednak tylko spekulacje.

 

Czy chodziło tylko o pieniądze?

Zbrodnie Bandy z Nijvel wstrząsnęły Belgią. Jak to możliwe, że w sercu wysoce rozwiniętego, stabilnego kraju w samym centrum Europy kilkoro bandziorów było w stanie przeprowadzić kilkanaście krwawych napadów, zamordować 28 osób i za każdym razem uciec? 

Śledztwo w tej sprawie pokazało nieudolność belgijskiej policji, prokuratury i całego wymiaru sprawiedliwości. Akta często się gubiły, śledczy popełniali szkolne błędy, a w końcu poszczególne służby zajmujące się sprawą mocno się ze sobą skłóciły.

W związku z bezkarnością sprawców, ich niezwykłą brutalnością oraz nieudolnością organów ścigania, pojawiło się wiele alternatywnych teorii, także spiskowych, wyjaśniających działalność „Bende van Nijvel”. Tym bardziej, że łup 17 krwawych napadów kosztujących życie 28 osób był nieproporcjonalnie mały do liczby ofiar i zaangażowanych środków: mniej więcej równowartość dzisiejszych175,000 euro. 

Według niektórych teorii prawdziwym celem grupy nie były pieniądze, ale sianie terroru i destabilizacja państwa. Członkami Bandy z Nijvel mieliby być skrajnie prawicowi, neofaszystowscy radykałowie, z których część stanowić mieli byli policjanci oraz osoby powiązane z władzami - uważają zwolennicy tej teorii. 

 

Czy to przełom?

Na potwierdzenie tych rewelacji nigdy nie przedstawiono przekonujących dowodów, jednak ciągnące się od 30 lat śledztwo nadal jest źródłem najróżniejszych spekulacji. Czy w maju 2014 roku doszło wreszcie do przełomu? Jeśli tak, to jest odbyło się to rzutem na taśmę. W 2015 roku przedawni się ostatnie z przestępstw Bandy z Nijvel. 

(Chyba że belgijskiemu parlamentowi – czego domagają się niektórzy posłowie – uda się szybko zmienić prawo, takaby tego typu przestępstwa nie przedawniały się po 30, ale po 40 latach).

Jak poinformowała w piątek 16 maja prokuratura z Charleroi, aresztowany kilka dni wcześniej 68-latek to osoba znana belgijskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Mężczyzna był skazywany za liczne przestępstwa, a w 1997 roku był przesłuchany właśnie w związku z Bandą z Nijvel. Został wtedy rozpoznany przez jednego ze świadków, ale po pobraniu DNA policja stwierdziła, że nie był on zamieszany w tę sprawę. Wypuszczono go na wolność.  

Teraz jednak dzięki informacji pochodzącej od pewnego Francuza policja znów trafiła na trop tego mężczyzny. Według „francuskiego informatora” 68-latek – który według dziennika Gazet van Antwerpen (GvA) ma na imię Jean-Marie i pochodzi z walońskiego miasteczka Binche –  miał mu oraz jeszcze innej osobie powiedzieć o tym, że brał udział w akcjach Bandy z Nijvel. W napady z lat 1982-1983 miał być zaangażowany bezpośrednio , a w napady z drugiej fali z 1985 roku – pośrednio, pisze GvA.

Prokuratura nie chciała na razie informować opinii publicznej o tym aresztowaniu, ale ponieważ wiadomość wyciekła do mediów, prokuratorzy poczuli się zmuszeni do zorganizowania konferencji prasowej w tej sprawie. Śledczy poinformowali, że podejrzany zaprzecza jakoby miał brać udział w napadach grupy z Nijvel. Ponownie pobrano od niego DNA w nadziei, że dzięki nowszym i dokładniejszym technikom, tym razem uda się udowodnić jego związek z krwawą bandą. Podejrzanego poddano również obserwacji psychologicznej po to, by ustalić, czy kłamie czy też mówi prawdę.  

 

10,200 dni

W marcu 2014 roku belgijscy śledczy rozpoczęli również przeczesywać teren nieczynnej kopalni przy granicy z Francją. Szukają tam samochodu należącego do grupy z Nijvel oraz zwłok jednego z jej członków (wspomnianego już „killera”).  

Czy to wszystko doprowadzi do przełomu? Czy dowiemy się kim byli brutalni gangsterzy, którzy zabili 28 niewinnych osób oraz co nimi kierowało?

W trakcie ubiegłorocznych uroczystości poświęconych pamięci ofiar napadu w Aalst, teraz już 38-letni David van de Steen, który feralnego 9 listopada 1985 roku na własne oczy widział śmierć swoich rodziców oraz siostry, przypomniał, że minęło już 10,200 od rozpoczęcia śledztwa – a rezultatów wciąż brak.

Wypada mieć nadzieję, że teraz, po upłynięciu kolejnych stu kilkudziesięciu dni, sprawiedliwość dosięgnie wreszcie przynajmniej jednego ze sprawców brutalnych mordów, które trzydzieści lat temu wstrząsnęły Belgią . 

 

Łukasz Koterba, Niedziela.BE

 

Last modified onwtorek, 16 grudzień 2014 21:55

11°C

Bruksela

Partly Cloudy

Humidity: 85%

Wind: 11.27 km/h

  • 18 Oct 2017 20°C 10°C
  • 19 Oct 2017 20°C 13°C